Młodzieniec zaklęty

Adam Bernard Mickiewicz (1798–1855)

Wyłamawszy zamku bramy,Twardowski błądził śród gmachów,Biegł na wieże, schodził w jamy:Co tam czarów! co tam strachów!

W jednem sklepisku zapadłemJak dziwny rodzaj pokuty:Na łańcuchu, przed zwierciadłemStoi młodzieniec okuty.

Stoi, a z ludzkiej postaci,Mocą czarownych omamień,Coraz jakąś cząstkę traciI powoli wrasta w kamień.

Aż do piersi już był głazem,A jeszcze mu błyszczą licaMęztwa i siły wyrazem,Czułością świeci źrenica.

„Kto jesteś? — zaklęty rzecze —Coś te gmachy zdobył śmiało,Gdzie tak mnogie pękły miecze,Tylu wolność postradało?“

„Kto jestem? — o, drzy świat całyPrzed mą szablą, na me słowaWielkiej mocy, większej chwały:Jestem rycerzem z Twardowa.“

„Z Twardowa?... Za moich czasówNie słyszałem o nazwisku,Ni śród wojennych zapasów,Ni na rycerskiem igrzysku.

„Nie zgadnę, jak długie lataMogłem w więzieniu przesiedzieć;Ty świeżo wracasz ze świata:Musisz mi o nim powiedzieć.

„Czy dotąd Olgierda ramię,Naszą Litwę wiodąc w pole,Po dawnemu Niemcy łamie,Tratuje stepy mogole?“

Olgierd? — ach, już przeminęłoDwieście lat po stracie męża;Lecz z jego wnuków JagiełłoTeraz walczy i zwycięża.“

„Co słyszę?... Jeszcze dwa słowa:Może w twych błędnych obiegachByłeś, rycerzu z Twardowa,Na Świtezi naszej brzegach?

„Czy tam ludzie nie mówiliO Poraju silnej rękiI o nadobnej Maryli,Której on ubóstwiał wdzięki?“

„Młodzieńcze, nigdzie w tym kraju,Od Niemna po Dniepru krańce,Nie słyszałem o PorajuAni o jego kochance.

„Po co pytać? Czasu strata!Gdy cię wyrwę z tej opoki,Wszystkie ciekawości świataWłasnemi odwidzisz kroki.

„Znam czarodziejską naukę,Wiem dzielność tego zwierciadła:Wraz go na drobiazgi stłukę,By z ciebie ta larwa spadła.“

To mówiąc, nagłym zamachemDobył miecza i przymierza;Ale młodzieniec z przestrachem:„Stój!“ — zawołał na rycerza —

„Weźmi zwierciadło ze ścianyI podaj go w moje ręce;Niech sam skruszę me kajdanyI uczynię koniec męce.“

Wziął i westchnął; twarz mu zbladłaI zalał się łez strumieniemI pocałował zwierciadło —I cały stał się kamieniem.