Zając i żaba (1893)

Adam Bernard Mickiewicz (1798–1855)

Szarak, co nieraz bywał w kłopotach i trwogach, Nie tracąc serca, póki czuł się rączy, Teraz podupadł na nogach, Poczuł, że się źle z nim skończy; Więc jęknął z głębi serca: „Ach, nie masz pod słońcem Lichszego powołania, jak zostać zającem, Co mię w dzień pies, lis, konik, kania, I wrona, Nawet i ona, Jak chce, tak gania! A w noc gdy drzemię, oko się nie zmruża, Bo lada komar bzyknie przez siatki pajęcze,

Wnet drży me serce zajęcze, Tchórząc tchórzliwiej od tchórza. Zbrzydło mi życie, co jest wiecznym niepokojem; Postanowiłem dziś je skończyć samobojem. Żegnaj więc, miedzo, lat mych wiośnianych kolebko! Wy, kochanki młodości, kapusto i rzepko, Pożegnalnemi łzami dozwólcie się skropić. Oznajmuję wszem w obec, że idę się topić!“ Tak z płaczem gdy do stawu zwraca skoki słabe, Po drodze stąpił na żabę. Ta mu, jak raca, drgnąwszy z pod nóg szusła I z góry na łeb w staw plusła. A zając rzekł do siebie: „Niech nikt nie narzeka, Że jest tchórzem bo cały świat na tchórzu stoi! Każdy ma swoją żabę, co przed nim ucieka I swojego zająca, którego się boi!“