Ich oblicza (Leśmian, 1912)

Bolesław Leśmian (1877–1937)

ICH OBLICZA.

Ich oblicza — to pisma tajemne, wstydliwąTreść smutku skrywające w niewidzialnym wsiewie.Dość je ognia szkarłatną podrażnić pokrzywą,By — sparzone — zjawiły swych liter zarzewie!

Wtedy, zbrojąc swe oczy miłości rozsądkiem,Można czytać je w świetle księżyca lub słońca,A że koniec nadziei jest zgrozy początkiem,Więc najlepiej je czytać z uśmiechem — od końca!

Jedni, na dzień zaledwo mając zasób miodu,Wyszli w podróż na długich lat tysiąc, jak bogi, —I, wypiwszy miód do dna, w poprzek własnej drogiPokładli się, bezsilni od strachu i głodu!

Drudzy na winobrania chwilę umówionąSpóźnili się o całą niedomówień dobę,Gdy już ścięto owoce i nie zostawionoNic, prócz wiatru, co ziewa na pustki żałobę!

A innym, co się z losem pogodzić nie mogą,Pieśń na wardze skonała — tak dobrze zaczęta!Więc nie chcą taką wargą całować nikogoI — chmurni — omijają zdziwione dziewczęta...

A są jeszcze i tacy, którzy w noc i słotęNie dobrej, lecz najlepszej czekając Nowiny,Wykrzesali z dusz głębi skry dziwne i złote,Oprócz owej najzłotszej, naprawdę jedynej!

Tych dusze — to wróżbiarki, co w księżyca pełnięZ sennika wypatrują zjaw, swemu podobny,Ten sam prawie z pozoru, tak samo żałobny,Lecz zawsze tylko — prawie, a nigdy — zupełnie!