Droga (Ostrowska)
Idzie w mroku z domu do domuKtoś nieznany we wsi nikomu.Idzie z kijem i z torbą biedną,W którą stronę wszystko mu jedno.
Długa droga, zawiana śniegiem,Między obcych chałup szeregiem,Między drzewa śniegiem bielone,Zgięte wiatrem na jedną stronę.
Psy z podwórek zjeżone biegąI szczekają, złe na obcego,Co wędruje właśnie w tej chwili,Kiedy ludzie siedzą przy wilji.
Czy on nie ma nigdzie nikogo,Że sam idzie tą białą drogą?Że tak w śniegu zmęczony kroczy,Schyla głowę i wiatr ma w oczy?
U nas jasno ogień się pali, —Niech on dziś już nie pójdzie dalej!Niech zasiądzie w tem naszem kole,Gdzie jest puste miejsce przy stole!
Niech wypocznie, niech się pokrzepi!Może z nami będzie mu lepiej.Gdy go wszyscy odepchną wszędzie,To któż bliźnim dla niego będzie?