Do p. Eugenjusza Fromentin
Translated from French by Bohdan Wydżga
Wyznał mi, że jest nieubogi,Lecz, że obawia się cholery;— Że, chociaż każdy grosz mu drogi,Jednak ma słabość do opery;
— Że za naturą wprost przepada,Bo znał Corot’a osobiście;— Powozu jeszcze nie posiada,Lecz się niebawem i to ziści;
— Że lubi i marmur, i cegły —Heban woli ze złoceniami;— Że w fabryce zespół ma biegły,Bo trzech nadmajstrzych z orderami;
— Że ma nie pamiętam już wieleTysięcy samych akcyj „Norda”;— Że kupił wprost za bagatelęWspaniałe ramy Oppenorda;
— Że w zapadłych kątach najbardziejPrzetrząsa w kramach wszelkie śmiecie;— Że na targach — i mnie to radzi —Skarby odkrywał śród rupieci;
— Że żonę swoją kocha w miarę;— Że w życiu szczytna to podnietaMieć w nieśmiertelność duszy wiarę —I że przeczytał Niboyet’a;
— Wierzy tylko w miłość fizyczną —W Rzymie, gdzie się nudził do mdłości,Suchotnicę jednak znał śliczną,Co dla niego zmarła z miłości...
Przez całe półczwartej godzinyTa, ród z Tournay wiodąca, piłaPlotła, co przyniosły jej śliny —Doszczętu mój mózg ogłupiła.
Jakie przeszedłem duszne męki,Tego me pióro nie opisze;W myśli szeptałem, cisnąc szczęki;„Zasnąłbym — gdyby mówił ciszej!”...
Jak ktoś, niedobrze gdy się czuje,Kręci się, jakby chciał zejść z rożna,A odejść nagle się żenuje —Marzyłem..., by go „wypchać” można!
Bastogne, nazwisko okrutnika —Uchodźca pono polityczny;Lecz jabym uciekł do równikaLub na najdalszy szczyt arktyczny —
Jeślibym miał w Paryżu kiedy,Gdy na jego wrócimy łono,Znów się spotkać nadomiar biedyZ ową plagą, w Tournay spłodzoną.
Bruksela 1865.