Hymn do Piękności
Translated from French by Bohdan Wydżga
Piękności, czy ty z piekieł, czy też z niebios rodem?I boska, i szatańska twych spojrzeń głębina —Zbrodnie i dobrodziejstwa jednako twym płodem,Że cię dlatego można porównać do wina.
W twych oczach zorzy świeżość i zmierzchów przepychy;Twój dech, jak wieczór parny, aromaty nieci;Małmazją twe całunki, a wargi-kielichyZ rycerzy czynią tchórzów — bohaterów z dzieci.
Czy cię piekło wydało, czy niebios zrządzenie —Fatum spódnic się twoich jak pies wierny trzyma;Wkoło siejesz bez troski radość i zniszczenieI panujesz wszechwładnie — sędziów na cię niéma.
Twe stopy depczą trupy, nie zbaczając z drogi,Śród ponęt twych Okropność ma czar niepośledni,Mord, klejnot w gotowalni twej nad inne drogi,Na twem się pysznem łonie buja — wisior przedni!
Marne, ślepe ćmy lecą na cię jak na świecęI, spalając się, szepczą: „Bądź błogosławiona!”Kochanek, który piersi, drżąc, tuli kobiece,Zda się pieścić przed zgonem swej trumny bierwiona.
Czy z Szatana, czy z Bóstwa — mniejsza! Ty Władczyni!Bo jesteś przez moc boską, czy czary ułudne,Rytmem, wonią, światłością — panią, która czyni,Że świat zda się mniej wstrętny, a życie mniej nudne.
Czy jesteś córką niebios, czy piekieł, nie pytam,Piękności, hydro straszna, zbrodnicza, niewinna —Gdy w twym uśmiechu, oczach, dłoniach, ustach chwytamNieskończoność!— A prócz tej nie wiem, czy jest inna.