Pieśń jesienna (Baudelaire, 1927)
Translated from French by Bohdan Wydżga
Oto się zanurzamy już w chłody jesienne;Żegnaj, żywa jasności zbyt krótkiego lata, —Bo do czujnego ucha, jak echa trumienne,Łoskot zrzucanych drewien z podwórza dolata!
Zima ogarnia duszę: gniew — nienawiść — bole —Trud twardy — ścisną mózg mój ponury i dymny,I, jak słońce zaklęte w biegunowem kole,Serce me w blok się zmieni czerwony i zimny.
Drżąc, nasłuchuję jęku każdego bierwiona:Rusztowanie dla kaźni nie stęka tak głucho. —Myśl ma podobna wieży, co z trzaskiem, zwalonaOd uderzeń taranu, pada w nicość — sucho...
Zda się, że grzebią szczątki mych górnych uniesień:Ów huk, to gwoździ w trumnę pośpieszne wbijanie...W czyją? — Wszak wczora było lato — i już jesień!Te głosy tajemnicze brzmią jak pożegnanie.
Lubię twych długich oczu zielonawe wody,Słodka piękności, jednak wystygło twe łoże,I nic — ni twe pieszczoty, ni skarb twej urodyNie zastąpią mi słońca, złocącego morze.
Jednak nie przestań kochać! Otwórz serce matkiNawet dla niewdzięcznika — nawet dla nędznika;Kochanko ma — czy siostro — daj ciepła ostatkiZłotej, pysznej jesieni, co w słońcu zanika.
Trud krótki! Grób już czeka — grób, głodny pan świata!Pozwól, bym, głowę tuląc do twych kolan sennych,Napawał się, żałując gorącego lata,Łagodnem ciepłem złotych promieni jesiennych.