Adam Kraft

Cyprian Kamil Norwid (1821–1883)

I ty w szpitalu zakończyłeś życie,Od nieudolnych zrozumiany głazów,Co ludzi jeszcze nauczają skrycie,Zaledwo echem twoich brzmiąc wyrazów,Twojego serca powtarzając bicie —I ty w szpitalu z trosk umarłeś! Smutno!Jakgdyby głazom tylko wierzyć można,Jeśli je dłuta w kształt szlachetny utnąI zaopatrzy jaka myśl pobożnaW kamienny pacierz...

Tyś ów pacierz zmówił,A jeszcze sięgasz, kędy zenit jegoKolumnę gmachu przeszedł gotyckiegoI pod stopami Pana wieniec uwił.Z twoich to ramion latoroślą wzbity,Zaowocował w grona świętych twarzy,Nie jako rzeźba, lecz jak hymn lewity,Trzymającego przednią straż ołtarzy,Wylany z duszy, nie zaś stalą ryty.Kto go nie widział, komu nie padł cieniemNa całe życie, jako wątek marzeń,I z tajemniczem nie ochmurzył drżeniemLazurowego tła doczesnych zdarzeń,Ten ani może błędną widzów drogę,Opuszczających próg kościelny, cenić;Gdziekolwiek bowiem zrazu stawisz nogę,Zdaje się jeszcze łuk za łukiem cienić —I jako prorok, obudzony świtem,Nie mogąc rychło zbyć drabiny sennej,Oczarowanem zbłąkasz się korytemI jeszcze wrócisz hołd powtórzyć lenny.O wielki mistrzu! Słusznie zginasz barkiI na ramionach własne pieścisz dzieło,Gdy oto widzę wedle błahej miarkiNie ocenili, co ich prześcignęło:Samemu tobie zostawując brzemięZniesienia siebie — boś opuścił ziemię.O wielki mistrzu! Tyś dał innym przykład,Ku jakim szlakom mają zdążać sami,Niech tylko pojmą, biorąc czyn za wykład,Cherubowemi wznosząc się skrzydłamiNad liść wawrzynu, łzę i szyderstw węża.Niechaj się ku nim oglądają zgóryZ ewangeliczną łagodnością męża.Ty nawet przebacz, jeśli z widzów który,Jerozolimskie naśladując córy,Gdy w grobie Pana oglądały płótno,Westchnie — a puste zawtórują mury:«I ty w szpitalu z trosk umarłeś!Smutno!...”

Norymberga, d. 20 października 1842.