Czas i prawda

Cyprian Kamil Norwid (1821–1883)

Iluż ja świeżych książek widziałem skonanieW samej wiośnie ich życia! A nie były tanie,I, kiedy je składano, czekał świat, by wyszły,Przewidując wzruszenie albo oklask przyszły,I, kiedy je sznurówką zejmano w poszyty.Świat szeptał, jak w alkowach przed balem kobiéty.

A gdy wyszły? Zostały porwane — a potemChwila cieniu i ciszy, jak bywa przed grzmotem,Lecz czułeś, że znienacka światło się rozpostrze,I wiew kart i, jak po nich biegło noża ostrze,Czułeś — a w dni niewiele słyszałeś co chwilaW rozmowach sąd, i, w którą się stronę przechyla,I, jak przerwany bywa wniesieniem herbaty,Na wsi przejażdżką, w mieście kupnem nowej szaty,A w tydzień już się same okładki tych książekOdchylają, jak krańce używanych wstążek,Gdzieniegdzie i pył leci, jak w popielną środę,Na niebotyczny ustęp, na skrzydlatą odę,I słychać, że ktoś chyłkiem wzmiankował niechcącyO pewnej innej książce, wyjść wkrótce mającej.

Tak jest dziś tu i ówdzie... Lecz u nas wychodząKsiążki za późno, czyny za wcześnie się rodzą,Co jeśli potrwa, męże będą mieli siłyNienarodzonych wnuków, a rozum mogiły!

Towarzystwo uczonych niebawem w tej mierzeGdzieś kiedyś się zgromadzi, skoro składki zbierze,I dnia tego feljeton zaświta w Poznaniu.Poświęcony onemu rzeczy sprawozdaniu,A który czytać będzie dobry obywatelTakże przez poświęcenie... (nie dla czczych bagatel!)Wtedy sam Długosz wyjdzie. «Kurjerek» zamieści:«Z Berlina. Słychać... Krążą niewątpliwe wieści...Jakkolwiek owym wieściom męże zaufaniaPrzeczą i rozdzielone są krążące zdania...»Lecz nie śpi korespondent «Czasu»... Ten wymacaGrunt prawdy i firmament przekreśli, jak raca,Po obłokach tłumaczeń pozłoci rzęsisto,By wszystkiemi orzeknąć języki myśl czystą!

W każdym kraju inaczej prawda się udziela,Lubo wszędzie jednego ma nieprzyjaciela,A tym jest kłamstwo, tudzież lenistwo i pycha,I nerwów wstręt, co, aby mieć spokój, ucicha,Mało dbając (choć prawie to wiedzy zarodkiem).Że bywa słowo pierwej celem, niźli środkiem,I że dziś, język kształcąc, nie zgadujem wcale,Jakie głosić nim będą wesela lub żaleZa lat sto... że więc radość, że boleść, że modłaDlatego się w lakonizm zawrzeć nie umieją,Iż wzdychają za przyszłych, łkając jako źródła,Do których inni przyjdą, w dzbany swe nalejąI będą pić, ochłodę wyczerpując z dzbana,Lub, gdy nie znajdą źródeł, pójdzie im z ust piana!