Dwa guziki

Cyprian Kamil Norwid (1821–1883)

Kmieć mówi, jak mu łatwiej, zaś człowiek uczony,Jak się w szkole nasłuchał, gdy umysł natchniony,Mówiąc, tworzy — i wiele pierw przed gramatykąJest Homer! Lecz profesor mówi tak, jak pisze,I porwaćby się gotów na słońce z motyką —A muzyk mówi, jak mu lgną w palce klawisze.I gdyby kto zagnańca postawił dzikiegoPrzed świątynią w Atenach, na której frontonieSą te a te zarysy, rzekłby on: „Dlaczego?Dlaczego plan przeziera z głębi, nie zaś tonieW posadach gmachu? Czemu te wewnętrzne prawaSterczą, jako mamuta grzbiet z wyżyn mogiły,Gdy linja owa najmniej siły nie dodawa,A owy rozstęp linji nie spotęża siły?»Pytania te i takie byłoby zdziwienieDzikiego Scyty. Dzikość bowiem stąd pochodzi,Że się jest jednostronnym, jak kwiatów korzenie,I że się przeciwwrotnych połowic nie godzi.Kwiat śpiewa: «Ja do słońca prosto drgam!» — a korzeń,Że kwiat mu jest korzeniem, że różność z położeńIdzie, lecz nie z natury, i że on, w ciemności,Gdzie dąży, czując, kwiatów podeptał próżności!Lecz mowa piękna zawsze i wszędzie polegaNa wygłoszeniu słowa zarazem ponętnie,I tak zarazem, że się pisownię postrzega;Po tejto zgodzie, jak po nieomylnem piętnie,Poznasz, pojedyńczości obcowanie z prawem,Ducha z literą, nocnej głębokości z jawem.Dodam tu, że Chińczykom, skoro nas obaczą,Najdziwniejszą się rzeczą wydają guzikiDwa ztyłu! Te, pytają Chińczyki, co znaczą?K’czemu są? —Użyteczność ocenia człek dziki,Lecz harmonji ogólnej pojąć on nie może,Jak chory wstać i swoje na plecy wziąć łoże;On ani dostrzec zdolny, że, gdyby, jak grobyLub jak szlafroki, ludzie zatyli, to możeGuzików dwóch na krzyżu wcale nie byłoby.