Na smutne wieści z Watykanu

Cyprian Kamil Norwid (1821–1883)

Nie zna nikt bytu ostatniej godziny,Lecz co obiegnie kiedyś smętne łoże?Nawoływania od jakiej krainy?Błogosławieństwa lub pogróżki boże?...Monarchów wielu odpomną swe czyny,Purpurę miecąc nogą, jak rogoże;Gdy ręce będą wyciągali drżące,By wrócić fakta — niepowracające!...

Atoli ówdzie, w cichym WatykanieŻaden lud z piersią nie stanie rozdartą,Władałeś, — grożąc — a wiesz co wygnanie?Co praw odjęcie? Lud żaden nie stanieW więzach bez wspomnień, iż łzę mu otarto.Im w Europie większe zamieszanie,Któż, odkąd dzieje poczynają istnieć,Rad się, jak Pius, ubezosobistnieć?

Nie, jak assurskie bogi i półbogi,Pijaństwo, siebie mające za władzę.Wrażali ludom pod żebra ostrogi —Lecz znikły nawpół, a cały w powadze,W mówieniu razem i silny i błogi,Głoszący prawdę oględnie a nadze —Mąż doskonały, który wciąż róść będzie,Iż był tam, gdzie jest, i ten sam, co wszędzie.

Bywa, że doba większa jest od pracy,Lub treść od słusznych względów arystarchy.Więc nie Augustom śpiewa to Horacy,Śpiewając jednak dla Rzymu monarchy.Ludy wygnane, smętni i żebracyJako w potopu dzień ptactwo do archy,Lecą, pytając o starca, pytająO siebie samych, i o świat — i łkają.Paryż, 1877 grudnia.