Scena Trzecia

Cyprian Kamil Norwid (1821–1883)

Pierścień Wielkiej Damy — Akt I

MAK-YKS. (z szczerem westchnieniem za odchodzącą Salome) Gdyby ta kobieta to wiedziała,Co odlatujący teraz ptaszekZna i co innym ptaszkom zwiastuje...

Że — rzuciłem im ostatni chleba pył!

I gdyby wiedziała to... ah!... Ona,Właśnie może pełniąca jałmużny.Jako która ze świętych na szybachGotyckiego kościoła... perłowa,Z ametystowemi szat fałdamiI ze złotą limbą wkoło skroni...— Zacna pani!

— — Coś jest szczególnegoW tym powszednim chlebie, w rozłamaniuZłamka ostatniego... Istnieje coś,Jakby się jakiegoś tam ogółuDotykało zabłąkanym palcem...Coś, mówię, co albo milczeć każe,Lub przynajmniej starannie zabraniaGłosić o wypełnieniu niedoli...Jakby niedostatek jaki mniejszyWyznać było łacniej, bez zranieniaBliskich, a fortunniej postawionych.

Stąd prawdziwie, iż tam coś zistniewa,Dotycząc moralnie i tej swojejMiłości własnej i wszechczłowieczej.

— Czemuż głosić tego nierada jestUczoność... Czemu i prostotaMniej wstydzi się opowiadać boleść,Niżli prawdę przez boleść zyskaną!?

Pociechy mam ja mnogie... Ot, ten kąt...

Tam Marji cień, dostrzegalny zdala...

Ciszę umarłych serc w księgach moich,Co nie samem obcują czytaniem.

Bywa, iż zewnętrzność tych tu pism,Rozesłanych tam i sam, przypadkiemOżywiona rzutem światła naraz,Jako grupy mumij w piramidzie,Szerokiemi wargi coś powiada,A mury zejmują to w powietrze,Które całe należy tu do mnie!

Małoczynnym niech mnie kto nazywa!Jeszcze nie obliczyliśmy pracy!Dzień zaświta jaśniejszy ku temu.

— W Babilonie, za Ezechjela dni,Najmniej czynnym, zaiste, ten bywał,Kto z załamanemi nie stał dłońmi,Patrząc smętnie i kiwając głową,I nie robiąc nic więcej — więcej nic!