Scena Druga

Cyprian Kamil Norwid (1821–1883)

Pierścień Wielkiej Damy — Akt III

MAK-YKS. (w monologu) Pokazuje się, że jedna chwilaZwątpienia, że jedna porywcza myśl,Chociażbyśmy zapomnieli o niej,Przez dzień cały ciężyć jeszcze może!

Pistolet ten trąca się o meble,Jak zbyteczny.

Byłem czczy, istotnie,Ciało zamierzało sobie «skończyć»...

Słusznie Byron mówi, że odwagaMężów starożytnych powielekroćOd strawności dobrej zależała.

— Wybrzmiewa to, jak cynizm. Komu? Im,Którzy, na tragedję patrząc zdala,Nie zbliżając się do fatum nigdyI nie dotykając palcem bożków,Przez to właśnie są bałwochwalcami.SĘDZINA. (żwawo wchodząc) — Weź pan koszyk i idź fanty zbierać!Jak można być tyle materjalnym?Tam bawią się, a pan je i pije,Najszczęśliwszą tracąc okoliczność...

Tu panny są z całej tej prowincji,Jako bukiet, pięknie uzbierany,Żony przyszłe, matki, gospodynie,Co podzielą kiedyś zgon i tryumf.Reputację niech pan sobie zrobi.Jak młodzieniec miły i do rzeczy,A lat wiele mówić jeszcze będąW domach wszystkich, jak stugębna sława.Że wyrażę się attykiem znanym, —Będą mówić: «Mak-Yks jest do rzeczy,Przyzwoicie mógłby się ożenić».Weź pan koszyk i fanty idź zbierać!Jakby czuła matka, to mu radziDurejkowa z chrześcijanki sercem.MAK-YKS. — Służę pani — co zaś do jej uwag,Myślę, że są dla ludzi szczęśliwszych.SĘDZINA. Człowiek sobie szczęście sam urabia!MAK-YKS. O, nie, pani! Podróżnik, jeżeli.Kurzem biały od stopy do czoła,Znosi spiekę, chłodzi go cel drogiI ze samych znużeń on szczęśliwym.Lecz co pani powie o tem drzewie,Usadzonem przy publicznej drodze,Którego najlżejszy liść i pączekPrzez całe dnie ostry kurz wapiennyWarstwą bladą piasku osypuje?Czem pociesza ono swą zieloność,Na mimo idące patrząc koła,Jak na koło jedne swej tortury,Miotające nań tłoczonym pyłemI zawracające je do ziemiPrzez każdego listka ciągły pogrzeb?SĘDZINA. Czemu pan kawałków nie tłumaczyDo deklamowania dla panienek?MAK-YKS. Później o tem! Idźmy fanty zbierać!