Pieśń Tyrteja

Cyprian Kamil Norwid (1821–1883)

Czemuż ich pieśni już tak mało pewnaTreść i skażonej całości?Lutnie ich czemu z łomliwego drewna,A nie ze słoniowej kości?Ta ich łomliwość czemu jednak rzewna?Spyta mię serce, łzom żyzne:Wygnana oto wdzięki swe królewnaKryje w poziomą pstrociznę!

I ów, co boski duch na dziejów kartyBierze, jak orzeł na skrzydłaSłońce, poeta czemuż nie pożartyPrzez lwy, lecz stłoczon od bydła?Orfeusz czemu mógł piekielne larwyZebrać na strunę, jak pyły,I zatrząść niemi, nie zmieniając barwySłów, ni poniżając siły?...

Furjom wspaniałej nie zabijał odyNa hekatombę piekielną,Choć szedł po żonę urodziwą, młody,Śmiertelny szedł po śmiertelną...............Gdy ty, co śladem tak zacnym ozutąNogę, jak w złotym koturnie,Na popiół stawisz Erebu, jak dłuto,Miękkiej dające kształt urnie —Choć bóg piekielny nie groźnem już bóstwemTobie, przed tobą zjednany:I ty w purpurze (która jest ubóstwem) —Ty, król, ty czemuś poddany?...

Cedr nie ogrody, lecz pustynię rodzą:Próżnia kołyską olbrzyma...Eginej!... Wielcy poeci przychodzą,Gdy poetów wielkich niéma...

Lecz dziejów karta ma niejedna stronę:Jest słowo z brzmienia, jest z ducha,I bywa z dachów poetom głoszone,Co powiedział wieszcz do ucha.

Cedr nie ogrody, lecz pustynie rodzą,Próżnia kołyską olbrzyma;Wielcy poeci dopiero przychodzą,Kiedy ich niéma!...............