Malarz z konieczności
Poezye Cypriana Norwida
ja.
Pani — mam mówić z nią o rytmie sił,Które sprawują planet korowodyKażże mi podać wina — abym pił,Cukru i wody —I siądź — na ramię zarzuciwszy szal,Nieumiejętnie, jak nimfy szal kładą:Błękitną niechaj on harmonią fal,Jak z skały spada kaskadą! —Firankę — sługa niech odrzuci z szyb,Księżyc potrzebny jest k'temu,Naczynie szklanne, złotych pełne rybPodamy jemu.
ona.
Owszem, lecz śpiesz się, właśnie bowiem czas,Gdy Fryzier, Pinettim zwany,Przyjdzie — a za nim służebnice wraz,Mnogie przyniosą falbany.
ja.
Pani — mam mówić z nią o głosce: A,Ile przyniosła ludzkości!? —Wspomnę co mądrość? a co znaczy łza?Nadmienię też o miłości:Siądźże — i włosy swe grzebieniem zbierz,Gdy ja — przylegnę na progu;I będę jak do feodalnych wież,Śpiewał: nieznanej i Bogu. —
ona.
— Owszem — lecz śpiesz się, oto bowiem kwiat,Nie będąc na czas zrobiony,Odmieniać muszę włosów tok i szat,Wieczór mój! prawie stracony!
ja.
Pani — ołówek pozwól mi wziąść ostryI ten mój album podręczny;Z natury zrobię szkic dla mojej siostry,Będę ci wdzięczny.