Odczyt trzeci
O autorkach Polskich, a w szczególności o Sewerynie Duchińskiej
Tyś trup......Jak ty, Polska się szarpie, jak ty, Polaka kona,Wnet sława jéj przeżyta we mgle się rozpłynie,Imię jéj przebrzmi nawet.“
„Skłamałeś Repninie!Polska żyje! wam życia nie wydrzeć jéj z łona,Ona żyje boleścią wielką odkupionaTego, coś go zwał trupem służalcze carycy!On i Polska to jedno! Ci oto nędznicyKupieni waszem złotem, odstępce bez wiary,To dębu ojczystego spróchniałe konary.Te robactwo roztoczy i ziemią zagrzebie,A pień nowa latorośl jeszcze wyda z siebie,Bo rdzeń jego nietknięty!... z lodowisk północyStoczcie nań góry śniegu, lecz nie w waszej mocyZgasić słońce i rosę wstrzymać na błękicie,Z których dąb odrodzony czerpnie nowe życie.
Tyś owym pniem Rejtanie! w głębi twego duchaSkupił się duch narodu, przez oczy twe buchaŚwięty płomień, sycony tysiąca serc tchnieniem,Twoje barki upadły pod krzyża brzemieniem,Ale duch twój nie upadł, twa wiara nie padła,Choć przed tobą piekielne snują się widziadła,Snać anioł przyszłych dziejów otwiera ci kartę,Widzisz w pomroku nocy, jak sępy zażarteKrwawo godzą w pierś Polski, jak szarpią jéj ciało;Że kęsa wolnéj ziemi na grób nie zostało.Widzisz z trzygłowym smokiem zapasy olbrzymie,Polskie grody w zwaliskach, polskie włości w dymie,Widzisz one stuletnie wygnańców pochodyPrzez tundry Samojedów, przez Sybiru lody;Widisz, jak powyżłabiał pot brózdy na twarzyPrzykowanych do taczek nerczyńskich łazarzy,Słyszysz jęk bitych niewiast i poszczęk łańcucha,Co kark wolnych krępuje, a rdzą plami ducha;Widzisz, jak gad się lęże w sercu polskiéj młodzi,I jadem je zatruwa i kłamstwem w nie godzi;
Widzisz polskich sokoląt z gniazd wygnane chmary,Ogrzane z młodu ciepłem miłości i wiary,Jak zmordowane długą po świecie pogonią,Z rozbitych wcześnie skrzydeł pióra lotne ronią;Widzisz, jak pysznych ojców dziatwa nieodrodnaPotyrana w tułactwie, odarta i głodnaWyciąga po jałmużnę dłoń z rumieńcem sromu,Kiedy wróg biesiaduje w starym ojców domu;Widzisz w zbolałém łonie ojczyzny rozdartéjOd Bałtyku do Karpat, od Dniepru do WartyRosprzęgane bezmyślnie to święte ogniwo,Co pierś z piersią od wieków łączyło tak żywo;Widzisz zgubne a gorzkie owoce niewoli,Te dwory szalejące w zbytkach i swawoli,Ten lud kmiecy zagrzeban w wiekowym barłogu,Wykarmion nienawiścią, nieświadom o Bogu,Jak chwyta z ręku wroga bratobójcze nożeI krew toczy na oślep.Twoja pierś nie możeOgarnąć téj olbrzymiej boleści ogromu,I głos wybiegł z twéj piersi — straszny, jak ryk ogromu.„Nie pozwalam!“ krzyknąłeś w imię Polski całéj.„Weto! weto!“ aż zamku wstrząsły się powałyI krew wrzącym potokiem rozsadza twe łono,Brakło ci tchu!.....O! widzę pierś twą obnażoną,Widzę czerwony szkaplerz zawieszon u szyi,W nim to czerpiesz moc ducha żołnierzu Maryi;On piętnem łaski Bożéj twoje słowo znaczy,Oh! nie jęk to boleści, nie wykrzyk rozpaczy,To dźwięk dzwonu, co długo nad głową narodu,Posypaną popiołem w dnie trwogi i chłoduBrzmieć będzie i podsycać otuchę wygasłąAż zabrzmi alleluja! zmartwychwstania hasło.Niech ci w oczy szyderstwem bluzga wróg zuchwały,Wykrzyknij: „Nie pozwalam!“ w imię Polski całéj.
Wołaj: „Weto!“ Rejtanie! twe słowo nie wstrzymaW pochodzie krwi chciwego północy olbrzyma,Na wolne karki nasze on jak jastrząb zleci,Od łona łzawych matek oderwie on dzieci,Na młodzieńcze ich barki wtłoczy powróz twardy.Oplwa żółcią szyderstwa i śmiechem pogardy,Podepcze, jak robactwo, grzbiet chłostą im zsiecze,Niewinnych, jak zbrodniarzy pod pręgierz powlecze,Lecz sromota niewoli nie zbrudzi im czoła,Bo naród „nie pozwalam!“ przez twe usta woła.Zagrzmij „Weto“ Rejtanie w imię Polski całéj!Twoje hasło powtórzą wody Wisły białéj,Powtórzy je twój Niemen, powtórzy Dniepr sinyI wiatr je na szerokie rozwije dolinyI porankiem ku słońcu wznosząca się rosaTwoje weto poniesie nad gwiazdy w niebiosaI anioł, co od wieków polskiéj ziemi strzeze,Przed tron Bogu, jak perłę, złoży je w ofierze.Niech przedajnych odstępców zgraja rozpasanaMieni ciebie szaleńcem! O! ja na kolanaPrzed twemi stopy padam, ja w serca żałobieW imię Polski zbolałéj błogosławię tobie,Boś nie skonał z żałości, gdyś proroczym wzrokiemUjrzał widmo potworne za czasów pomrokiem,Lecz wziąłeś ból narodu w twoją pierś niezgasłąI wielkie odrodzenia wykrzyknąłeś hasło!Twoje hasło wiekową pobudkę nam dzwoniW stuletniéj za straconą wolnością pogoniI głuszy skargę słabych i poszczęk łańcuchaTa boleść, co z ogniska twéj piersi wybucha,W wystygłych sercach naszych zapala żar święty,Ściera z nich rdzę zepsucia i skażenia męty,Rodzi hart, że go siła piekielna nie złamie,Bo czyni serce wolném, choć okute ramię!
„O Panie zastępów! błagamy: ach! mężaZ Twojego ramienia racz zesłać nam.“
I wytęża szpony piekło,Biją wichry z siłą wściekłą,Gromy pomsty miota wróg,A łódź w górę mknie po fali,Boże dzieło Bóg ocali:Iskrę w płomień roztli Bóg.
Nadaremnie Mongoł śniady,Miota klątwy — sieje zwady,W podwalinach wstrząsa gmach.Próżno woła: „Strzeż się Rusi!Lacki orzeł w lot cię zdusi,Tobie sercem wrogi Lach!“
Próżno Kiejstut z krewskich puszczy,Chmary zbrojnych pędzi tłuszczyNa Lubelski stary gród.Błyska tarcza srebrem kuta,Goni wichry koli Kiejstuta,Lecz nie przebrnie Lackich wód.
Nowéj zorzy lśnią połyski,Walk stuletnich kres już bliski,Wnet zawiśnie w chmurach grom.Przy pogoni orzeł w parze,Błyśnie światu na sztandarze,Co ocieni wspólny dom.
Kaźmierzowy posiew wzrasta,Dom Jagiełły z domem PiastaŁączy ślubem Dziewa — cud,Skra miłości pierś przebodła,Wnet zjednoczy akt HorodłaNa wiek wieków z ludem lud.
Aby kłosy wzrosły z ziarna,Niech je zżyzni krew ofiarna,Rozwarł krzyżak paszczę lwią.Z Litwą, z Rusią, Lach poskoczy,Mieczem błyśnie wrogom w oczy,Jedność wspólną ochrzcił krwią.
Jęknie Zakon: „Biada! biada!“Trup na trupa mostem pada,Krocie ofiar chłonie grób,Pod Grunwaldem kruk obrzydłyW krwi krzyżackiéj pluska skrzydły,W serce twardy wpija dziób.
Szatan wściekle ryknął z bólu,Sypnął szczodrą garść kąkolu,„Niech przepadnie Boży plon!“W Witeldowem sercu starem,Tuman pychy rozmógl czarem,W okup zdrady wskazał tron.
W lot się sokół zrywa z gniazda,Z chmur mu złota błyska gwiazda,Pękły rygle Łuckich bram;Oczy starca żarem spłoną,Z złotem berłem i z koroną,Oto Cezar dąży sam.
— „Ha rycerzu białowłosy,Dar przezemnie sląć niebiosy,Jam król Rzymu, ziemi pan,Moją tarczą jam cię gotówOd Jagiełły słonić grotów,Sławny miecz mój światu znan
Kunigasie ty wspaniały!Czemu zadrzał włos twój biały?Wrósłeś w ziemię istny słup!Tyś sam niegdyś trząsł zakonem,Tobież z czołem pochylonémBez korony zstąpić w grób.
Na wosk zmiękło starca ramię,Cześć rycerską onże złamie?Z prawéj drogi zstąpić wstecz?Niech się jedność nie rozszczepi,Bez korony umrzeć lepiej,Niż w krwi bratniej zbrudzić miecz!
Bije z Polski na świat cały,Promienista zorza chwały,Drogi Piastów dojrzał plon,Biały orzeł przy pogoni,Szerokimi skrzydły chroniJagiellonów zacny tron.
Oto Zygmunt wdział purpurę,Złote berło podniósł w górę,Dłoń na szczerbcu silnie wsparł.On! tryumfu chwila bliska,Promień szczęścia z lic mu błyska,W oku święty płonie żar.
Ludy moje! — król wyrzecze,W pochwach leżą nasze miecze,Błogi pokój dał nam Bóg.Nad połyski szabli. raczej,Dla Lechitów — dla oraczy,Stary Piasta przystał pług.
Ojcom naszym wieczna sława,Tych olbrzymów siejba krwawa,Drogim plonem karmi nas;Niech na wieki cześć ich słynie,Ich to śladem my w Lublinie,Akt jedności spiszmy wraz.
Wy od Dniepru, wy od Suły,Których święte węzły skuły,Z Nadwiślany w bratni splot,Wy od Niemna, wy od Dźwiny,Litwy, Rusi dzielne syny,Z bohaterskich słynne cnót.
Do stóp tronu spieszcie żywo,Niechże złote dziś ogniwo,Święty ludów stwierdzi ślub.Niech w was siły zbudzi nowe,Gdy po trudach złożę głowęW Jagiellonów stary grób.
Wam tę miłość, co w mém łonie,Tak płomiennym żarem płonie,Przekazuję w święty dług,Ja ten klejnot nad klejnoty,Pod straż kładę waszéj cnoty,Gdy zawoła na mnie Bóg.
— „Czyż to pismo silniéj sprzęże,Wraz odrzekną ruscy męże,Świętą jedność bratnich dusz?Gdy w kolei wieków długiéj,Krwi ofiarnéj ściekłe strugi,Serce z sercem sprzęgły już!“
I powolni na głos pana,U stóp tronu gną kolana,W lot podpisy płyną z piór,A nad głowy pochyłemi,„Chwała Panu! pokój ziemi!“Brzmi aniołów Boży chór.
Złote głoski kreślą jeszcze,Wtém powstaje wieszcz nad wieszcze,
Duchem czerpnie natchnień zdrój,Z lutnią słowo płynie w zgodzie,„Chwała tobie mój narodzie!Chwała tobie królu mój!
„Ach! téj świętéj ustaw karty,Dziś z drgających serc wydartéj,Okupionéj ofiar krwią,Nie składajmy w złote skrzynie,W każdéj myśli w każdym czynie,One zgłoski niechaj tkwią!"
Wszystkie serca pieśń odczuły,I od Wisły i od Suły,I od Dniepru sinych wódWielkim głosem krzykną męże:„Samo piekło nie rozprzężeCo miłości złączył cud.“
Gród w posadach trząsł się cały,Z hukiem kotłów, okrzyk chwałyOd Lubelskich bije bram,Wtórzą okrzyk rzekom rzeki,Drgnął archanioł, co przez wiekiStraż z wieżycy trzyma tam.
I na wszystkie ziemi krańceKról radosny wyśle gońce,Niech szczęśliwą głoszą wieść,Niech Rzym pozna akt spisany,Węgry, Franki i GermanyNiech przyklasną Polsce w cześć.
Orlim lotem Lackie posłyPo narodach wieść rozniosły,
Drgnęły ludy, zadrgnął Rzym,Oh! radować im się godzi,W bujne plony czas rozrodziSiew złożony w akcie tym.
O! bo pierwsze to ogniwoTego splotu, co szczęśliwąRzeszę ludów splecie wraz,Co je zwiąże w łańcuch złoty,Gdy wiekowy mrok ciemnotySłońcem prawdy spędzi czas.
I narody głowę korzą,Moc przeczucia iskrą BożąPrzeniknęła serca wskroś,Pójdąż one temi śladyW szlak postępu, gdzie na zwiadyIdzie Polska, Litwa, Ruś.
Ludy! ludy! czołem w ziemię,Moc miłości skruszy brzemię,Co wam jarzmi wolny kark.Pod sztandarem świętéj zgody,W lot wyrosną wam narodyPromieniste skrzydła z bark.
Z łona Polski bratnie duchyZaczerpnijcie moc otuchy,Gdy was piekło wtrąci w wir.Ah! z polskiego już ogniskaBrzask jutrzenki onej tryska,Co przyniesie ludziom mir!
Idźmy dalej!
Czy nas zima zmrozi lodem,Czy skwar letni pierś przepali,Z dzielną wolą — z sercem młodémIdźmy daléj! Idźmy daléj!
Choć nam nieraz bratnie słowoUtkwi w piersi ostrzem stali,
Czerpiąc w Bogu siłę nową,Idźmy daléj! Idźmy daléj!
Niechaj piorun błyska w górze,Niech stuletnie dęby wali,My przez gromy i przez burzeIdźmy daléj! Idźmy daléj!
Czy świat gorzkim jadem tryśnie,Czy wyszydzi, czy pochwali,Służąc Bogu i ojczyznie,Idźmy daléj! Idźmy daléj!
Gdy nad Dnieprem i nad WisłąBracia z bólu skamieniali,Choćby słońce nam nie błysłoIdźmy daléj! Idźmy daléj!
Bóg od wieków mnożył plonyTym, co w służbie wiecznie trwali,Niech On będzie pochwalony!Idźmy daléj! Idźmy daléj !