Pieśń XXXIII

Dante Alighieri (1265–1321)

Translated by Edward Porębowicz

Boska komedja — Czyściec

1 Boże, w dziedzictwo twe weszły pogany!Ten chórem raz trzy, raz cztery dziewicePsalm zawodziły, nucąc na przemiany.

4 Pani ma słucha, zapłakawszy lice,A mnie się zdaje, gdy tak głowę kłoni,Że widzę bożą pod krzyżem Rodzicę.

7 Kiedy skończyły, wstaje z pod jabłoni,Aby przemówić i cała w rozświcieMiłości barwą ognia się zapłoni.

10 »Maluczko«, rzecze, »a nie obaczycieMię; zaś maluczko przeminie, a onoSiostrzyczki lube, znów mię obaczycie«.

13 Przodem posłała drużek śpiewne grono,A ruchem dłoni stawiła w odwodzieMnie i Stacjusza i niewiastę oną

16 Litośną; tak szła po rajskim ogrodzie.Nie uczyniła dziesiątego kroku,Kiedy oczyma w oczy me ubodzie

19 I tak łagodnie rzecze: »Na widokuBądź mi, ażebyś słuchał, gdy ci wskażę;Pospieszaj prędzej i chodź przy mym boku«.

22 Tedy podbiegłem i stanąłem w parze,A ona: »Bracie, skąd te lęki zbytnie?Czemu nie wyznasz, co chowasz w zamiarze?«

25 Jak się podwładny zbliża czołobitnieI ledwie bąka słowa przed zwierzchnikiem,Bo mu się w ustach głos zalękły przytnie,

28 Tak ja niepewnym bąkałem językiem:»Ty wiesz, co na mój pożytek wypada,Bo tak jak ze mną, nie współczujesz z nikim«.

31 »Niechże cię«, rzekła, »trwoga nie owłada;Zbądź zawstydzenia; chcę, byś w tej krainieNie szedł jak człowiek, który we śnie gada.

34 Wiedz, że od smoka zepsute naczynieByło, lecz nie jest; niech się z pomstą liczyOlbrzym, która go pewno nie ominie.

37 Zrodzi się Orlik i rząd odziedziczyPo orle, co wóz obsypał swym puchem:Wóz-potwór, Drzewu zabrany w zdobyczy.

40 To wam oznajmiam, co oglądam duchem:Oto się w gwiazdach lepsza dola święciNiepowstrzymana przeciwieństw łańcuchem.

43 Gdy od Pięciuset pięci i dziesięciNa śmierć zdławiona będzie RozbójnicaI Olbrzym, co z nią w sprosnej grzeszył chęci.

46 Może cię miesza słów mych tajemnica,Jak Temidzinej lub Sfinksa zagadkiI dla twych oczu zakryte ma lica.

49 Lecz Najadami wnet będą wypadki,Wypełniające to, co słowa wróżą,Ani się tutaj użalą ich świadki.

52 Widzenie moje niech wiernie powtórząTwe usta ludziom, co żyją żywotemBędącym ciągłą w kraj śmierci podróżą.

55 A kiedy pisać będziesz, pomnij o tem,Żeś widział Drzewo, ku którego zgubieZamierzano się podwójnym nawrotem.

58 Kto zeń ukradnie lub kto go uskubie,Ten bluźni czynem przeciwko osobieBoga, co święcił je ku swojej chlubie.

61 Lat pięć tysięcy miał czekać w żałobieDuch utęskliwy waszego pradziada,By Zbawca winę jego mścił na sobie.

64 Śpi chyba duch twój, jeśli nie dobada,Czemu roślina tak wzwyż wystrzeliłaI swe konary tak w okół rozkłada.

67 Gdyby ci duszy nie zaskorupiłaNakształt wód elskich, płochość korą z głazu,Ni jej jak Piram morwę poplamiła,

70 Po tych znamionach poznałbyś odrazuW sensie moralnym, jakie prawo bożeTkwi w treści tego o drzewie zakazu.

73 Lecz widząc umysł twój w kamiennej korzeI przyciemniony jak owoc morwowy,Tak że jasności słów mych znieść nie może,

76 Chcę, byś obrazem, jeżeli nie słowy,Tę prawdę na swej zawiesił pamięci,Jak na pielgrzymiej lasce liść palmowy«.

79 Na to powiadam jej: »Nakształt pieczęci,Która się w wosku powtarza odbita,Mowę twą w duszy wyryły me chęci.

82 Lecz czemu wiedza twoja smakowitaTak nad mój rozum wylatuje zgoła,ZeŻe im ją bliżej goni, tem mniej chwyta?«

85 »Przeto, byś wiedział, jaka twoja szkołaI jak daleko jej bystrość domierzyI jak mych wyżyn doścignąć nie zdoła.

88 Od bożej drogi tak daleko leżyWasza, jaka jest odległość obręczy,Po której niebo najszczytniejsze bieży«.

91 »Nie pomnę«, rzekłem, »bym w dobie młodzieńczejZaniechał wiedzy, co mię dziś zachwyca,Ani mię o to me sumienie dręczy«.

94 A na to ona, śmiechem krasząc lica:»Ale ci przecież pamięć przypomina,Że cię poiła letejska krynica?...

97 Jako się z dymu ogień przypomina,Tak tu ze skutku ten wniosek się snowa,Że była zdrada i że była wina.

100 Odtąd już naga będzie moja mowa:Widzę, że muszę wyświecić ją z cienia,By jej dostrzegła źrenica surowa«.

103 Już też jaskrawiej i wolniej w płomieniaKręgu szło słońce torem południka,Co dla każdego miejsca się odmienia.

106 Siedm nimf stanęło nakształt przewodnika,Który na czele kompanii bieżyI nagle przedmiot nieznany spotyka.

109 Tam, gdzie cień konał na lasu rubieży,Ciemny, jak owy, co pod rosochatemDrzewem nad chłodną wodą w Alpach leży,

112 Ujrzałem, niby Tygrys z EufratemPłynące; jedne wydały je zdroje:Rozstawały się zwolna, jak brat z bratem.

115 »Chwało ludzkiego rodu, światło moje!«Pytam, »jak zwie się woda, co wypływaZ jednego źródła, a nurt dzieli w dwoje?«

118 Na to odrzecze mi ta dobrotliwa:»Spytaj Matyldy«. Więc ta przemówiłaJak człowiek, co się z zarzutu obmywa:

121 »Te tajemnice, oraz innych siłaJuż mu przezemnie były wyjawione:Chyba-ż ich woda letejska nie zmyła«.

124 A Beatrycze: »Może w inną stronęPodana baczność, w której pamięć ginie,Na oczy duszy rzuca mu zasłonę...

127 Lecz spojrzyj: Oto Eunoë płynie:Jako z innymi czynisz, wiedź go do niej:Niechaj się w swojej niemocy ochynie«.

130 Jako się dusza uprzejma nie broni,Lecz cudzej woli swą czyni obrazem,Skoro się w znaku widocznym odsłoni,

133 Tak ona dłoń mą z uprzejmym wyrazemWzięła i poszła naprzód, do StacjuszaZ pańskiem skinieniem mówiąc: »Chodź ty razem«.

136 Gdybym mógł spisać, ile mię poruszaTych chwil wspomnienie, śpiewałbym napoje,Z których-by wiecznie rada czerpać dusza.

139 Lecz oto pełne są już karty mojeMaterją na śpiew o czyścowym kraju,Więc cuglem sztuki ten zapęd pokoję.

142 Na brzeg wróciłem, w przeświętym ruczajuTak odrodzony, jak rośliny nowe,Okryte szatą zielonego maju:

145 Czysty i gotów wylecieć na gwiazdy.