Pieśń XXII
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Piekło
1 Widziałem w życiu wojowników rotyNa bój idące; widziałem atakiHufców, przeglądy wojska i odwroty;
4 Widziałem na harc wodzone rumaki,Aretynowie! i rycerskie gony,W turniejach kopie kruszone i znaki,
7 Podczas gdy trąby huczały i dzwonyI bębny i twierdz wołające strażeI hasła swojskie, albo z cudzej strony.
10 Nigdym nie widział przy takiej fujarzeWymarszu pieszych, ni jezdnych, ni floty,Gdy się jej hasło do drogi ukaże.
13 Szliśmy śród biesów dziesięciorga roty,Straszna kompania!... Ale cóż? W kościeleSiedzisz przy świętych, w karczmie śród hołoty.
16 Ja wszystką baczność na wrzątku zestrzelę,By lud ogarnąć w tę fosę wchłoniętyI w smole straszne biorący kąpiele.
19 Jako delfiny, kiedy grzbiet wygiętyZ podmorskiej fali jawią marynarzomNa znak, aby się chronili z okręty,
22 Tak ci, by ulżyć mąk, w których się prażą,Coraz to plusną, skryją się i znowuGrzbiet szybko, jak błysk piorunu, ukażą.
25 Albo jak żaby w kałuży, gdy z rowuNad wodę pyszczki prężą za oddechem,A kryją nogi i resztę tułowu,
28 Tak wysterczali ci skalani grzechem;Ale gdzie Kudłacz przejdzie, zaraz samiWe wrzątku toną, zmykając z pośpiechem.
31 Wtem, na wspomnienie jeszcze serce drga mi,Jeden się spóźnił, jak żaba, w bagniskoGdy nie uskoczy za towarzyszkami.
34 Lecz Ostry-Pazur, który stał tuż blizko,Śmignął, za zlepły włos hakiem do góryPodniósł, jak wydrę obmokłą i ślizką.
37 Z imienia znałem już djabelskie ciury,Bo werbowanych znaczyłem w pamięciI uważałem jak się wabił który.
40 »Hej, Opętańcze, nie szczędź mu dziesięciSzponów i nadrzej no porządnie łyka!«Tak jednym głosem wołali przeklęci.
43 »Mistrzu«, do mego rzekę Przewodnika,»Spytaj gdy wolno, o imię maszkary,Którą tak wrogo czerń oprawia dzika«.
46 Więc Wódz natychmiast przystąpił do maryI pytał, co zacz, a duch krzyknął z dołu:»Urodziłem się w królestwie Nawary
49 Matka mię moja u dworskiego stołuSłużyć oddała, zrodziwszy z hultaja,Co strwonił mienie z żywotem pospołu.
52 Król Tybalt, bywa, rad mię słucha, a jaWnet szalbierstwami żywot swój zachwaszczę,Za które w smole teraz duch się kaja«.
55 Tu djabeł, co miał uzbrojoną paszczęW parę sterczących kłów, jak dzikie knury,Zaraz mu jednym dał poczuć, jak głaszcze.
58 Popadła biedna mysz w kocie pazury!Lecz Kudłacz ducha objąwszy ramiony,Rzekł: »Póki dzierżę, wara mu od skóry!«
61 Potem do Mistrza pyskiem obrócony:»Pytaj, co jeszcze chcesz wiedzieć«, powiada,»Nim go rozerwą tamci swymi szpony«.
64 Więc Wódz zagadnął: »Śród topielców stadaJest tu z łacińskiej włości ziomek jaki?«Duch na to: «Krajów»Krajów łacińskich sąsiada
67 Jeno co-m widział w głębi smolnej młaki;Bogdaj-bym przy nim warem się napawał,Nie straszyłby mię pazur i bosaki«.
70 A Łasy: »Dość-em cierpliwie wystawał«.I wysunąwszy nagle harpun chwytki,Z ramienia mięsa mu odszarpnął kawał.
73 Smoczy-Pysk znowu widłami do łydkiRwał się, dziesiętnik jednak skoczył żwawyI dookoła wzrok zatoczył brzydki.
76 Gdy uciszyli nieco wielkiej wrzawy,Tego, co ranę swą oglądał, spytaMój dobry Piastun, niemieszkając sprawy:
79 »Kto owa dusza, tak dobrze ukryta,Coś ją porzucił i z lichej porady?«Odpowie widmo: »Jest to brat Gomita,
82 Z Gallury rodem, naczynie wszej zdrady,Który miał wrogów swego pana w saku,A tak ich użył, że każdy mu rady.
85 Brał od nich dzięgi, wypuszczał bez braku;W innych urzędach zdzierstw popełnił sporo;Słowem, był to łotr wysokiego znaku.
88 Z nim siedzi Michał Zanche z Logodoro;Tam o Sardynii gawędzą do syta:Skoro raz zaczną, kończyć im nieskoro.
91 Aj! tamten, słyszę, kłami na mnie zgrzyta!Rzekł-bym coś jeszcze, alem pełen strachu,Że mi się zębem głowizny dopyta!«
94 Więc na Szaleja, co go trzymał w szachuI białkiem toczył, stając jak do sztyku,Dziesiętnik wrzasnął: »Precz, złośliwy ptachu!«
97 »Gdyś rad usłyszeć coś o Toskańczyku,Albo Lombardzie«, rzekł duch zastraszony,»Zaraz ci przyślę; jest ich tam bez liku.
100 Lecz niech się nieco odsuną Złe-Szpony,Bo tamci wyjrzeć nie śmią, w strachu kary;Ja tu pod skałą sobie przyczajony
103 Za mnie jednego zwabię całe chmary,Gdy tylko świsnę, co u nas jest znakiem,Że wolno głowę wyścibić nad wary«.
106 Psia-Morda słowem oburzony takiem,Łbem zaczął kiwać, uniósłszy paszczęki:»Patrzcie, co zmyślił, aby ujść przed hakiem!«
109 A on, co w głowie nosił kruczków pęki,Powiada na to: »Ha, dowcipnie wcale,Że towarzyszy dam na większe męki!«
112 Wiła na przekór krzyknął: »Doskonale!Spróbuj-no czmychnąć, omyliwszy warty,Ja w zakład idę: nie zgonię we cwale,
115 Lecz w locie ponad smołą rozpostarty,Dopędzę: pójdź tu i stań za urwiskiem,Obaczym, czyś co więcej od nas warty«.
118 Nowem, słuchaczu, zdziwię cię igrzyskiem:Wszyscy się biesi tyłem obrócili,A on najpierwszy, Psia-Morda nazwiskiem.
121 Chytry Nawarczyk dobrał sobie chwili,Odbił się piętą na urwiska spadku,Szusnął, a djabli zabawą pokpili.
124 Na brzegu stali markotni z wypadku,Ale najbardziej ów pokpiwca sprawy:Prędko się porwał, krzyknął: »Mam cię bratku!«
127 Lecz nadaremnie, strach był bardziej żwawy;Spadł potępieniec w smołę, i dał nura,A szatan wracał, prężąc skrzydeł stawy.
130 Tak sokół kiedy poluje kaczóra,Już, już go sięga, gdy ten w wodzie znika,A sokół, wraca, opuściwszy pióra.
133 Wściekły, lecz i rad z tej psoty grzesznika,Powstrzymał druha w locie Tłumirosa,Bo uśmiechała mu się bijatyka.
136 Więc kiedy oszust czmychnął im z przed nosa,Wbił w towarzysza szponiaste ostrogiI zwisł, gdzie wrzątkiem parowała fosa.
139 Ale i ów był raróg nad rarogi,Więc pazurami zadzierżył go krzepko,Aż razem wpadły w war zacięte wrogi.
142 War zapaśnikom prędką był rozczepką,Ale nie mogli wygrzebać się z młaki,Bo skrzydła smołą kleiły się lepką.
145 Kudłacza skwasił kłótni obrót taki:Pchnął czterech lotem na drugi brzeg jaru,Wszystkim kazawszy wziąć widły i haki.
148 W różnych zlecieli miejscach i z wiszaruWidły podając, przybyli ratunkiemDjabłom wpieczonym już w skorupę waru.
151 I zostawiliśmy ich z tym frasunkiem.