Pieśń XXI
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Raj
1 Ja tedy oczy znów wiążąc z obliczemWładczyni, ducha mego za nią wodzę,W zachwycie myśleć nie mogę o niczem.
4 Zahamowała swego śmiechu wodzeI mówi do mnie: »Jeśli się zaśmieję,Zginąłeś, jako Semele w pożodze.
7 Bo piękność moja krocząc przez wierzejePałaców wiecznych, wciąż rośnie widomieI jako widzisz, coraz potężnieje.
10 A gdy jej wielkich żarów nie uskromię,To moc twa ziemska w ostrzu jej promieniBędzie jak gałąź w piorunowym gromie.
13 Do siódmej gwiazdy jużeśmy wzniesieni,Co pod piersiami Lwa gorejącegoSwoim i jego żarem się płomieni.
16 Zatem w trop oczu niechaj myśli biegą;Źrenice uczyń tych widzeń zwierciadłem,Co się w zwierciedle płanety zażegą«.
19 Gdy kto pomyśli, jakiem słodkiem jadłemKarmiłem zmysły tonąc w cudnej twarzy,Kiedy to duszą gdzieindziej przypadłem,
22 Pojmie, skoro to dwie rozkosze zważy:Wzroku i słuchu, jak chętnie i szczérzeOddawałem się mej niebiańskiej straży.
25 Wewnątrz kryształu, który w świata wirzeKrąży, a zwie się, jak król pierwobytu,Co pod nim człowiek odpoczywał w mirze,
28 Z barw złota pełnych słonecznego śwituWysnuta, biegła ku górze drabinaTaka, że wzrok mój nie dobiegał szczytu.
31 Patrzę, po szczeblach zstępuje drużynaŚwietlana: rzekłbyś, że w swe kształty bierzeWszelaką jasność, co się w niebie wszczyna.
34 Jak kawki, nocne porzuciwszy leże,Swoim zwyczajem kupiąc się u sioła,Aby się rozgrzać potrząsają pierze;
37 Te odlatują, by nie wrócić zgoła,Te, skąd wzleciały, ściągają powrotem,Inne na miejscu zataczają koła: —
40 Takim przedemną wzlatywały lotemGromadnie owe migotliwe roje,Aż na swych szczeblach przystanęły potem.
43 Wtem duch najbliższy mnie w cudowne strojePrzejasnych blasków ubrał się odrazu:Snać chciał okazać mi kochanie swoje.
46 Lecz ta, od której czekałem rozkazuSłów czy milczenia, zcichła nieruchoma,Więc ja wbrew chęci stałem bez wyrazu.
49 Potem snać życzeń mych dusznych wiadoma,Widnych w Nim, co mu widne tajń i jawa,Rzekła: »Mów śmiało, jaka twa oskoma«.
52 A ja: »Zasługą nie zdobyłem prawaProsić, byś do mnie obrócił orędzie;Lecz przez tę, co chce, by mię rajska strawa
55 Karmiła, duchu, żyjący w oprzędzieWłasnej uciechy co się blaskiem wieńczy,— Mów: schodząc ku mnie, co miałeś na względzie
58 I czemu w światów tych jasnej obręczyNiechają śpiewu rajskie służebnice,Gdy indziej pieśń ich tak nabożnie dźwięczy?«
61 On na to: »Ziemski twój słuch i źrenice;Śpiew zmilkł przed tobą z tej samej przyczyny,Dla której uśmiech wściąga Beatrycze.
64 Ja sam po szczeblach tej świętej drabinyWitać cię blaskiem i słowem łaskawszemZstąpiłem z pośród uciesznej drużyny.
67 Nie większa miłość czyniła mię żwawszym;Równa lub większa tam górą się żarzy,Strojąc duszyczki płomieniem jaskrawszym.
70 Lecz szczytna Miłość, co nas ma we strażyPosłami woli, która światom włodnie,Tem oto do cię poselstwem mię darzy«.
73 Na to ja: »Wiem już, w twą świętą pochodnięPatrząc, iż wolna wola na tym dworzeZ boskim rozkazem może stąpać zgodnie.
76 Lecz jeszcze rozum mój pojąć nie może,Czemu na tego radosnego gońcaCiebie wybrało przeznaczenie boże?«
79 Jeszczem nie dobiegł mowy mojej końca,Gdy zatoczyła krąg świetlny oponaDuszy, jak młyński kamień wirująca.
82 A głos miłosny wyleciał z jej łona:»Upadłszy na mnie, promień łaski bożejPrzez szaty we mnie wnika; a gdy ona
85 Potęga światła z mym wzrokiem się złoży,Dotąd mię wznosi, aż mi się ukażeÓw byt najwyższy, który światło tworzy.
88 Z niego radosny blask, co się nim żarzę,Bowiem z jasnością mojego widzeniaJasność ogniowej szaty staje w parze.
91 Lecz najświatlejszy nawet duch płomienia,Najzapatrzeńszy w Bogu Seraf świętyPytaniu twemu nie da rozstrzygnienia.
94 Bo tajemnica ta w takie odmętyZapada wiecznych niebieskich wyroków,Że wzrok stworzenia jest od niej odcięty.
97 Skoro znów staniesz pośród ziemskich mroków,Powiedz swej braci: niechaj po próżnicyKu takiej mecie nie ruszają kroków.
100 Myśl, co tu świeci, tam jest we mgławicy.Więc uważ: który śmiertelnik odpowie,Gdy tu nie mogą boży namiestnicy?«
103 Tak skoro tamę naznaczył mej mowie,Musiałem zmilknąć, pokarmu niesyty;Jednak pytałem kornie, jak się zewie.
106 »W pośród Italii ciągną się granityGór stromym grzbietem, twej ojczyzny blizko;Grom bije niżej, niż sterczą ich szczyty.
109 Przełęcz tam leży, Katrji ma nazwisko;Pod nią święcona pustelnicza grota,Jedyno-bożych wyznawców siedlisko«.
112 W ten sens poczęła raz trzeci istotaŚwięta i wiodła dalej: »Tak żarliwieCzyniłem Bogu ofiarę z żywota,
115 Że na potrawach przyprawnych w oliwie,Było, przeżywam upały i chłodyI zapatrzeniem bożem jeno żywię.
118 Plon wydawały nabożne ogrodyNiebu obficie; dziś są pustem mianem,Ich marność prędko poznają narody.
121 Na świecie byłem Piotrem Damianem(Zaś Piotr Pokutnik w domu bożej MatkiMieszkał, nad falą Adrji zbudowanym).
124 Gdym już przeżywał żywota ostatki,Powołano mię do tego honoru,Co wiedzie w coraz groźniejsze upadki.
127 Wszak Cefas, a z nim Naczynie wyboruDucha świętego szli bosi i chudzi,Żebrzący strawy od dworu do dworu.
130 Dzisiejszy pasterz tak się nie utrudzi:Ma po pachołku z tyłu i na przedzie,Z prawej i lewej wspiera go dwóch ludzi.
133 Pod jednym płaszczem koń i jeździec jedzie,Tak że dwie bestje chodzą w jednej skórze:O cierpliwości, gdzie nas to zawiedzie!«
136 Gdy mówił, światła wyiskrzone w górzeSchodziły krążąc i przez szybkie ruchyW coraz jaśniejsze zmieniały się róże.
139 Otoczywszy go, przystanęły duchy:Wraz runął okrzyk w wyższe regiony,Jakich człowiecze nie słyszały słuchy...
142 Nie zrozumiałem, hukiem zwyciężony.