Pieśń XXVIII
Translated by Edward Porębowicz
Boska komedja — Raj
1 Tak to przedemną świata obyczajeW całej nagości występku odkrywaTa, co mą duszę w szczytne wiedzie raje. —
4 »Jak za plecyma zatlone łuczywaZgadnie ktoś, trafem spojrzawszy w zwierciadło,Nim je wzrok jeszcze i myśl podejrzywa,
7 A zwróciwszy się, widzi że przypadłoWidmo do rzeczy w zwierciadlanej szybieJak nuty z rytmem powiązane stadło; —
10 Tak jam się zwrócił, — bodaj nie pochybięPamięcią, skorom zajrzał w jej źrenice,Skąd Amor na mnie w swych potrzaskach dybie.
13 A gdy tak patrzę i spojrzenia sycęTem, co tam widne pośród sfer obszaruOczom puszczonym po niebios granice,
16 Promieniejącą ujrzę iskrę żaru;A tak mi w oczach przenikliwie pała,Że je zasłaniam od blasków nadmiaru.
19 Gwiazda niebieska nieskończenie mała,Gdy ją się przy tym punkciku postawi,Księżycem by się ogromnym wydała.
22 W tem oddaleniu, w jakiem ci się jawiW koło płomienia krąg świetlanej tęczyNa zgęsłej parze, strojny w kolor pawi,
25 Dokoła punktu maleńkiego, ręczejNiźli najszybszy ruch dokoła świata,Wirował ciągle pas jasnej obręczy.
28 Spojrzę, a nad nią drugi krąg polata,Trzeci i czwarty wolniejszymi gony,Za nimi piąty i szósty się splata,
31 Za szóstym siódmy, smugą roztoczonyTaką szeroką w przestrzeni się pali,Że nie ogarnie jej służka Junony.
34 Ósmy, dziewiąty; — a tem opieszalejKażdy z tych kręgów swoję wstęgę wije,Im od jedności odsadził się dalej.
37 Żar najświatlejszy z tej obręczy bije,Która najbliższa czystej iskry leży:Snać ze strug prawdy najobficiej pije.
40 Pani ma widząc, że mię kłopot świeżyTrapi: »Od tego« — powiada — »ognikaNiebo i cała przyroda zależy.
43 Spojrzyj na koło, co go prawie tyka:Miłości żar w niem gore niespożytyI przeto ruchem tak chyżym pomyka«.
46 Na to ja mówię: »Gdyby wszystkie bytyTrwały w tym ładzie, co te sfery sprzęga,Czułbym się twojem objaśnieniem syty.
49 Ale w granicach dokąd rozum sięga,Im sfera dalsza jest centralnych zniczy,Tem obrót szybszy od kręga do kręga.
52 Więc gdy spragniony duch mój poznać życzyWszystek ład w dziwnym tym anielskim chramieKtóry z miłością i światłem graniczy,
55 Spytam, przecz prawom przyrodzonym kłamieObraz, gdy wzoru nie odtwarza wiernie?Nad tem napróżno myśl moja się łamie«.
58 »Jeśli twe palce na taki misternieSplątany węzeł za słabe, — nie dziwo:Niedotykany zaciął się niezmiernie«.
61 Tak rzecze pani ma i doda: »Żywo!Mą wiedzą nasyć głód co cię pożera,Wyostrz rozumu władzę przenikliwą:
64 Każda niebiosów tych widzialna sferaMa obwód różny wedle mocy bożej,Która we wszystkie ich części przeziera.
67 Gdzie większa dobroć, tam i szczęścia sporzej;Sporsze z obfitszych źródeł się wyłania,Lecz żadna cząstka nie smakuje gorzej.
70 Więc niebo, które w swoje wirowaniaWciąga świat cały, kołu odpowiadaNajpełniejszemu wiedzy i kochania.
73 Kto ład tutejszy wedle mocy bada,Nie według tego, jak szerokiem kołemKażdy z tych światów swą istność wykłada,
76 Ujrzy świat duchów i materji społemKrążące: z niższym mniejszy, z wyższym większy,A każdy okręg za swoim Aniołem«.
79 Jako się w górze rozjaśnia i piększyStrop wypuklonej lazurowej czary,Gdy z Boreasza wiatr powieje miększy;
82 I z pod powłoki rozprószonej paryCo się całunem kładła na błękicieWyniebieszczą się piękności bez miary,
85 Tak mnie się stało, kiedy mi odkryciePrzez nią zstąpiło, bo tegoż momentuPojąłem trudną prawdę znakomicie.
88 A gdy ucichły jej słowa do szczętu,Z rzędu kół iskier wytrysły ruczajeJak z rozgrzanego do białości prętu.
91 Za każdem pożar bił na nieba skraje:A iskier tyle szło, ile zdwajanaStawka na polach szachownicy daje.
94 Z chóru do chóru bieżała HozannaKu chwale Punktu, co dzierży te zwojeTęcz, po swej drodze mknących z woli Pana.
97 Ona myśli mej nowe niepokojeWidząca rzekła: »Te dwa pierwsze skrętyTo Serafinów i Cherubów roje.
100 Każdy związany z Nim silnemi pętyWylata wbożyć się woń ile zdoła,W miarę o ile mu jest odsłonięty.
103 Dalsze w kochaniu wirujące kołaZowią się Trony, bo dla Boga stoją:To pierwszy ternar od niebiosów czoła.
106 Wiedz, że rozkoszą o tyle się poją,Ile się każdy w otchłani zanurzyPrawdy, gdzie wszystkie wiedy się pokoją.
109 Poznałeś, jaki akt narzędziem służyBłogości rajskiej: oto zapatrzenie,A nie zaś miłość, bo ta jeno wtórzy.
112 Miarą błogości są zasług strumieniePłynące z Łaski i z własnej dobroci;Tak z stopnia w stopień rośnie nieskończenie.
115 Następny ternar, w którym się stokrociKrzew tej wieczystej wiosny, co go z liściBarana nocny znak nie ogołoci,
118 To w trój-melodji nucący lutniściWieczne Hozanna, w trzech stopniach wesela,Którem się owa hierarchia troiści.
121 Na trzy włódarstwa zatem się rozdziela:Po pierwsze — Państwa, drugie — Mocy, trzecie:Mocarstwa, — cała ta boża kapela.
124 Więc z Archaniołów i Książąt się plecieKrąg przedostatni, a w ostatnim krążąPląsy Aniołów tęsknych ku swej mecie.
127 Te wszystkie stopnie z szczytem oczy wiążąA w dół panują, tak, że w bożą stronęŚwiat pociągają, dokąd same dążą.
130 Już Dyjonizy myśli utęsknioneZwracał do duchów tych górnego rzędu:Nazwy ich, cechy były mu zjawione.
133 Grzegórz się rozszedł z nim, lecz gdy oprzęduCiała pozbywszy, tu otwarł źrenice,Jakże się musiał śmiać z własnego błędu!
136 Jeśli zaś mędrzec zniósł tę tajemnicęLudziom, to przeto, że mu ktoś dyktował,Co ją oglądał tutaj lice w lice
139 I w inne jeszcze prawdy się wpatrował.