Dla Ani
Translated from English by Antoni Lange
Dzięki niebu — PrzesileniePrzeminęło już bezpiecznie —I powolne ciała gnicieJuż minęło ostatecznieI gorączka, zwana życiem,Przeminęła ostatecznie.
Ach, bezwładnie wiem i smutnieWszystkich sił jam pozbawiony —Żaden muskuł się nie rusza —Gdym na wzdłuż tak położony —Mniejsza o to — Tak mi lepiej,Gdym na wzdłuż tak położony...
Leżę — leżę — tak spokojnie —W cichem łożu leżę sobie,Że ktoś mógłby patrząc na mnieSądzić, żem jest trupem w grobie.Ach — i drżałby patrząc na mnie,Sądząc, żem jest trupem w grobie.
Jęki moje i stękanie —I gorączka — łkanie — rwanie —Już ucichły w błogim stanie —— I okropne uderzanie —Ach okropne — przeraźliwe —Mego serca uderzanie.
Ból i duszność — chęć rzygania —I febryczne drżenie ciała —Już ustały wraz z gorączką,Co po mózgu mi szalała —Wraz z gorączką zwaną życiem,Co mi mózgi rozpalała.
I, ach, wszystkie te męczarnie,Najstraszliwsze te cierpieniaPrzeminęły z najstraszliwsząMęką mąk — męką pragnienia,
Które we mnie głąb’ ognistaNamiętności rozpłomienia.Piłem wody, dziwnej wody,Co mi gasi szał pragnienia.
Piłem wody, która płynieJako piosnka nad kołyską —Od wiosennych zórz, lecz małoWsiąka w gruntu podścielisko —W tej jaskini tutaj bliskoWsiąka w gruntu podścielisko.
Ach, a teraz któż to powie,Chyba waryat jaki może,Że mój pokój pełny mrokuI że ciasne moje łoże!Ach, bo nigdy człowiek nie spał,W takiem łożu jak to łoże,A gdy śpisz — spać musisz właśnieW takiem łożu jak to łoże.
Teraz duch mój tantalowyPełny ciszy odpoczywa —Zapomniawszy — albo wcaleNie żałując róż przędziwa,Nie żałując dawnych wzruszeńMirtów ani róż przędziwa.
Bo gdy cicho tutaj leżę,To widziadła owych kwiatkówMają dla mnie świętszy zapach,Przenajświętszy zapach bratków,
Rozmarynu słodki zapach,Pomięszany z wonią bratków,Z wonią ruty — i przecudnąCzystą — świętą wonią bratków.
I tak leżę cichy — senny —Kąpiąc duszę jak w otchłaniNieskończonych snów o prawdzieI piękności mojej Ani —Tonąc duszą w tej kąpieliSnów o włosach mojej Ani.
Ona czule mię całuje,Czule pieści dłoń mą ona;Śpię — ach śpię — rozkosznie marzęNiby w raju — u jej łona —Śpię głęboko — śpię na niebieMojej Ani drogiej łona...
Gdy mrok nastał, wnet mię onaKryje ciepłem ducha swego —I błagała archaniołówBy mię strzegli ode złego,Ach, królowę archaniołów,By mię strzegła ode złego.
Leżę — leżę tak spokojnieW łożu swojem leżę sobie,(Znając miłość jej anielską),Że wy mię sądzicie w grobie —Ach — i leżę tak z rozkosząCichy — senny leżę sobie —
(Z jej miłością, cichą — słodką — )Że wy mię sądzicie w grobie —Że wy drżycie patrząc na mnieI sądzicie, żem już w grobie..
Ale serce me jaśniejsze —Niż na niebach — na otchłaniWszystkie gwiazdy promieniste:Ach, jaśniejsze blaskiem Ani,Gdyż rumieni się tą zorzą,Która jest miłością Ani;Gdyż się złoci myślą zorzyJasnych oczu mojej Ani...