Poranek (Kniaźnin)

Franciszek Dionizy Kniaźnin (1750–1807)

Po srogiej burzy, co pełna gromówI ślepa w hardej przemocy,Niosła pól klęskę i pożar domówKręcona wichrem północy.

O, jakże wdzięczny jesteś poranku!Jak słodka twoja nam rosa!Świeżo w gotowym jaśniejąc wianku,Błękitne witasz niebiosa.

Na twoją postać, na twoje wdzięki,Wzbudzone zewsząd ptaszętaGłosem tkliwości brzmią temu dzięki,Skąd czucie, skąd ich ponęta!

Roń chętnej ziemi balsamy życia,Napawaj zioła rozkoszą;Te wśród miłego kwiatów rozwiciaNiech i me serce unoszą.

Obyś tak mojej błysnął ojczyźnie!Nadzieja dla niej coś kryśli,Lecz gdy się oczom coraz wyśliźnie,Boją się podać jej myśli.

Jako te pączki, co raz trwożoneNiestałą wiatrów koleją,Słodkiemu słońcu listki zieloneJeszcze powierzyć nie śmieją.

Ty, co po zimie prowadzisz wiosnę,Którego ranek ten świeci,Rozkwieć nam znowu myśli radosne,Natchnij nadzieją twe dzieci.