Oda II, 1 (Horacy, tłum. Siemieński, 1916)

Horace (65–8 a. C.)

Translated from Latin by Lucjan Siemieński

Od konsulatu Metella, domowyBój, jego powód, błędy, kolej krętąIgrzysk fortuny, i przywódców zmowy,I krew, na mieczach jeszcze nieoschniętą,

Nieprzebłaganą odkupieniem żadnym,Kreślisz — dochodząc nici tej z mozołemW zamęcie zdarzeń, co wiedzie po zdradnymGruncie, tlejących iskier pod popiołem.

Muza tragedyi niech umknie na krótkoZ desek, nim spiszesz dzieło polityczne —

Byś znowu zaczął, z tą samą pobudkąW cekropski koturn stroić myśli śliczne.

Ty pokrzywdzonych obrońco, Pollionie!Mądry doradco w senatorów radzie —Za dalmatyńskie zwycięstwo, na skronieSława ci wieniec nieśmiertelny kładzie.

W opisach twoich wrzask surmy bojowejW uszach nam dzwoni; słychać jak grzmią rogi,Migają zbroje — od stóp aż do głowyKonia i jeźdźca przeszywa dreszcz trwogi.

Zda mi się słyszeć głos sławnych hetmanów,A twarz każdego kurzem okopcona;Widzę kark zgięty wszystkich ziemi panów,Krom jednej duszy niezgiętej Katona.

Juno, z bogami, co Afrom sprzyjałyZ niepomszczonego kraju pierzchła razem,Za to na wnukach ojców pełnych chwały,Dziś się odmściła Jugurty żelazem.

Któraż piędź ziemi nie zlana posokąLatyńską, kędyż nie rosną mogiły?

Hesperya w gruzach zaległa szerokoZ klęsk jej się nawet Medy ucieszyły.

Gdzież taki strumień, coby nie był świadkiemTych strasznych bojów? I jakiejże faliDauńska rzeź, krwawym nie zbarwiła płatkiem?Wszystkośmy, wszystko krwią naszą zbryzgali.

Muzo! tyś żartów się zrzekła, w polocieZa cejskim trenem; — pohamuj te jęki!I usiądź ze mną tu, w Diony grocie,I na weselszej lutni nuć piosenki.