Pieśń XII
Translated by Władysław Bartkiewicz
Raj utracony (1902)
Jako podróżny, wstrzymujący drogęW porze południa, choć mu spieszno dalej,Tak i Archanioł umilknął na chwilęMiędzy zniszczonym światem i wznowionym,Bacząc, czy Adam nie zapyta o co;Poczem łagodnym tonem tak tłómaczył.«Widziałeś świata początek i koniec,Jakby ród drugi człowieka w odnowie,Wiele masz jeszcze do ujrzenia, aleWiem, że już osłabł twój wzrok śmiertelnika.Przedmioty boskie muszą z koniecznościUmysł człowieka wyczerpywać, nużyć,Dlatego dalsze dzieje zawrę w słowach,A ty posłuchaj z należną uwagą.«Wtóre to plemię, dopóki nieliczne,Póki w pamięci nie zatrze obrazuStrasznego sądu, bać się będzie Boga,A zachowując w życiu pewną miarę
Sprawiedliwości, rozmnażać się szybko,Orając rolę, zbierając plon bujnyZboża, oliwy i wina, przynoszącCzęste ofiary z trzód swoich wybrane,Cielce, jagnięta, koźlęta, obficieSkrapiane winem; będą święcić święta,I dni swe pędzić w niewinnej radościPrzez długie lata pokoju, w rodzinachI pokoleniach, pod rządem ojcowskim,Aż się człek znajdzie żądny panowania,Piękną równością niezadowolony,Ani braterstwem; panowanie sobieNiezasłużone przywłaszczy nad braćmi,Zgodę i prawo Natury zupełnieWypędzi z ziemi. Polując podstępnieI jawnie (ludzie mu będą zwierzyną),Zgnębi tych, co się oprą jego władzyTyrańskiej. Zwany będzie łowcem wielkimPrzed Panem, jakby urągając Niebu,Lub też żądając z Nieba drugiej władzy,A od rokoszu swą władzę wywiedzie,Choć innym rokosz zarzuci. Gromada,Z nim albo pod nim pragnących panować,Pójdzie wędrówką na zachód Edenu,Znajdzie równinę, gdzie jak gardziel Piekła,Wre z głębi ziemi topiel czarnej smoły:Z niej i z palonej cegły zacznie wznosićMiasto i wieżę, coby sięgła niebaWierzchołkiem swoim, a im rozgłos dała,By nie zginęła o nich pamięć, sława,
Zła albo dobra, to im wszystko jedno.Lecz ich spostrzeże Bóg, co często schodziNawiedzać ludzi i ich pomieszkania,Sam niewidzialny: zbliży się do miastaWprzód nim ich wieża wzrośnie i dosięgnieWieżyc niebieskich, i na pośmiewiskoDuchem niezgody dotknie ich języki,Tak, iż rodzinnej zapomniawszy mowy,Słowa nieznane skrzeczeć będą; wkrótcePowstanie dziki skrzekot budowników,Jeden drugiego nie zrozumie, w końcuOchrypli, wściekli, pójdą w rozproszenie.Wielki śmiech będzie w Niebie, gdy AniołyNa dziwny taki zamęt patrzeć będą,Zgiełku słuchając. Tak śmiesznej budowiePrzylgnie na zawsze nazwa zamieszania.Adam w ojcowskiej markotności rzecze:«Obmierzły synu, przeczżeś wywyższeniaSzukał nad braci, przywłaszczając władzę,Której Bóg nie dał: nieograniczoneDał panowanie tylko nad zwierzęty,Ryby i ptaki; nam przyznał to prawo,Ale nad człekiem nie stanowił panemCzłowieka, tytuł ten sobie zachował!Człowieka wolnym stworzył pośród ludzi.Gwałcicielowi nie dość było władzyNad człekiem wziętej, wyzwał nawet Boga,Wieżą wysoką oblegając Niebo!Nędzny! Jakążby żywność podniósł w góręNa wyżywienie siebie i wojsk swoich?
Gdy rozrzedzone w wyżynach powietrzeWnętrznościby mu zepsuło, umarłbyJeśli nie z braku chleba, to powietrza.»Na to mu Michał: «Słusznie w obrzydzeniuMasz tego syna, który pokój ludziZamiesza w taki sposób, że skrępujeRozumną wolność, ale wiedz zarazem,Że po upadku twoim już straconaWolność prawdziwa, która zawsze żyjeW ścisłej z rozumem parze, a bez niegoŻadna istota nie może jej zyskać.Jeżeli rozum człowieka przyćmiony,Lub straci posłuch, wraz niesforne żądzeI namiętności na miejsce rozumuObejmą rządy, i odtąd wolnegoCzłowieka zrobią niewolnikiem; wtedyTę dobrowolną duchową niewolęBóg w słusznym sądzie karze nadesłaniemGwałtownych władców, którzy mu niegodnieZewnętrzną wolność często odbierają.Jest koniecznością tyrania, choć toNie uniewinnia bynajmniej tyrana.Czasem narody upadną tak nisko,Cnotę i rozum tracąc, że nie krzywda,Lecz sprawiedliwość i jakieś przekleństwoLosu zewnętrzną wolność im odbiera,Gdy utracili wewnętrzną; przykłademNieobyczajny syn człowieka, któryBudował arkę: za to, iż lżył ojca,
Przeklęty wraz z swem potomstwem skażonem,By niewolnikiem niewolników został.Tak świat późniejszy, równie jak poprzedni,Coraz gorszemu ulegnie zepsuciu,Aż rozgniewany tą niegodziwością,Bóg pozostawi ludzi na ich drogachSkalanych, od nich oczy swoje święteOdwróci, tylko jeden wybierającNaród, i jemu cześć swoję poruczy.Naród ten, plemię jednego wiernego,Co przedtem jeszcze nad brzegiem EufratuPrzebywał, a wzrósł pośród bałwochwalców.Czyż możesz wierzyć, iżby ludzi takaOpanowała głupota, gdy jeszczeŻył patryarcha ich, który ocalałZ potopu, — oni zapomnieli Boga,I czcić zaczęli swe własne utworyKamienne, albo drewniane, jak bogi!Lecz tego męża Bóg najwyższy raczyłW sennem widzeniu powołać, by z domuOjca, rodziny, od fałszywych bogówDo tego kraju szedł, który mu wskaże;Z niego potężny naród wyhoduje,Błogosławieństwem takiem go napełni,Iż wszystkie ziemi naród)’ w nim będąBłogosławione. Usłuchał natychmiast.Co za kraj nie wie, ale wierzy mocno.Ty go nie możesz widzieć, lecz ja widzę,Z jaką opuszcza wiarą swoje bogi,Przyjaciół, ziemię rodzinną, Chaldeę;
Jak się przeprawia przez Haranu wody,Za nim pakowny tabor, stada, trzodyI liczne sługi: idzie nie ubogi,Ale bogactwo wszystko swe oddajeW opiekę Bogu, który go powołałDo nieznanego kraju. Teraz wchodziDo Chanaanu: rozbite namiotyDokoła Sichem, na płaszczyźnie Moreh,Tam obietnicę otrzymał, że całyÓw kraj posiędzie jego pokolenie.Od północnego Hamath do PustyniKu południowi (zwę je po nazwisku,Chociaż obecnie żadnego nie mają),Na wschód Hermonu, do wielkiego morzaKu zachodowi. Góra Hermon, morze,Uważ te miejsca tam, gdzie je wskazuję.Nad brzegiem Karmel, góra, z niej wypływaJordan, z dwóch źródeł, prawdziwa granicaOd wschodu: tego męża potomkowieSeniru wzgórza kiedyś zamieszkają.Pomnij, że wszystkie narody na ziemiBłogosławione będą w jego rodzie,Z jego nasienia wielki Zbawca zetrzeWężową głowę; o czem objawienieZaraz otrzymasz szersze... PatryarchaÓw, «Abrahamem wiernym» będzie zwany,Zostawi syna i wnuka; ci w wierze,Mądrości, sławie, godni będą jego.Prawnuk z dwunastu synami swoimiOpuści ziemię Chanaanu, przejdzie
Do kraju, później zwanego Egiptem,Rzeką Nil na dwie części przedzielonym.Patrzaj, tu płynie, siedmioma ujściamiWpada do morza. W Egipcie ów prawnukOsiądzie w latach głodu, na wezwanieJednego z młodszych synów, który cnotąSwoją dostąpi najpierwszego stopniaPo Faraonie. Tam zakończy życie,A plemię jego wzrośnie w naród licznyI podejrzane będzie późniejszemuFaraonowi, bo obcy a liczniBędą przybysze; z gości zrobi sługi,Ich rozmnożeniu stawiać będzie tamy,Każe zabijać synów pierworodnychOwych przybyszów, aż przyjdą dwaj bracia(Mojżesz i Aaron będą ich imiona)Posłańcy Boga; z polecenia JegoNaród wybrany wywiodą z niewoliI doprowadzą ze sławą i łupemDo obiecanej ziemi. Ale wprzódyWiarołomnego tyrana, co twierdziłZe nie zna Boga ich, i rozkazaniaJego nie spełni, trzeba będzie skruszyćPrzez liczne cuda, plagi nadzwyczajne:Rzeki przemienią swe wody w krwi fale,Żaby, wszy, muchy, do obrzydliwościNapełnią jego pałac i kraj cały;Przepadnie bydło wszelkie od pomoru;Jego samego i lud jego wszystekPokryją wrzody i krosty; pioruny
Zmieszane z gradem, grad zmieszany z ogniemSpadną na Egipt z nieba i kraj zniszczą,A co zostanie traw, owocu, ziarna,Zjedzą szarańczy nieprzejrzane chmaryDo ostatniego szczątka zieloności.Ciemność zapadnie od granic do granic,Trzy dni trwać będzie ciemność namacalna,Wreszcie, o samej północy, śmierć spotkaWszystkich Egiptu pierworodnych synów.Tak poskromiony dziesięciu ranami,Ten potwór rzeczny poddaje się wreszcie,I gościom swoim dozwala wyruszyć,Lecz chociaż mięknie zatwardziałe serce,Znowu twardnieje, jak lód po roztopię:Zapamiętały, zapędzi się w pogońZa tymi, których tylko co uwolnił,Utonie w morzu wespół z wojskiem swojem,Gdy lud wybrany przejdzie suchą nogąPomiędzy dwoma ścianami z kryształu,Którym Mojżesza różczka tak stać każe,Aż ocaleni wyjdą na brzeg drugi.«Tak wielkiej władzy swojemu świętemuUdzieli Stwórca, choć za pośrednictwemSwego Anioła, który w dzień przed niemiJak obłok, w nocy jako słup ognistyIść będzie, drogę wskazując w pochodzieI od pościgu chroniąc; król ów bowiemUparty, gonić ich będzie noc całą,Lecz ciemna chmura zbliżyć mu się nie daAż do poranka: wtedy Bóg, spojrzawszy
Przez słup ognisty i przez słup obłoczny,Zmiesza mu szyki, wozy pogruchocze.Gdy Mojżesz dzielną swą laskę podniesieNad fale morskie — morze go posłucha,Zaleje zbrojne tłumy, — z niemi wojnę.Naród wybrany pójdzie z brzegów morskichPrzez dziką puszczę nie najkrótszą drogąDo Chanaanu, bo, niedoświadczonyW sztuce wojennej, nie zechce uwagiChananejczyków obracać na siebie;Strachby go zagnał znowu do Egiptu,Do haniebnego żywota w niewoli:Bo życie miłe i dzielnym i podłym,Póki nie wprawi ich przyzwyczajenie,Zastępujące odwagę szaloną.Ów długi pobyt w obszernej pustyniI tę im korzyść przyniesie, że sobieWładzę utworzą i senat wybiorąZ pośród dwunastu pokoleń, by rządziłWedług ustawy, jaka będzie dana,Gdy z góry Sinai, której szczyt omglonyWstrząśnie się, Pan Bóg zstąpi wśród błyskawic,Huku piorunów i trąby odgłosów,I nada prawa. Jedne z nich określąPorządek świecki, inne religijneSkładanie ofiar, które figuralnieI symbolicznie będą zapowiedziąTego, co kiedyś zetrze głowę węża,I tak dokona zbawienia ludzkości.Lecz dla śmiertelnych zbyt straszny głos Boga;
Wielki ten urząd Mojżesz teraz spełni,Przygotowując i przepowiadającPrzyjście większego odeń. I prorocyNastępnych czasów wielbić MessyaszaWielkiego będą. Bóg ustanowiwszyPrawa, obrzędy, tak spodoba sobieLudzi posłusznych Jego świętej woli,Że raczy wśród nich swój namiot umieścić,Najświętszy, mieszkać razem z śmiertelnymi.Z Jego rozkazu wzniesiony PrzybytekZ cedru i złota, w nim złożona skrzyniaZ świadectwem Jego przymierza z człowiekiem,A nad nim będzie złota Ubłagalnia,Między skrzydłami jasnych dwóch Cherubów,Przed nim wciąż palić się będzie lamp siedemJak Zodyaku siedem gwiazd niebieskich.Nad tym namiotem w dzień obłok się wzniesie,A w nocy smuga ognista wciąż błyskać,Wyjąwszy czasu podróży. Nakoniec,Tak prowadzeni przez Anioła, dojdąDo ziemi, którą Bóg obiecał nadaćAbrahamowi i jego potomstwu.Długo byłoby opowiadać dalszeWypadki, ile bitew stoczą, iluPobiją królow, ile królestw wezmą;Albo jak słońce stanie w środku nieba,Dzień cały przyjście nocy odwlekając,Na głos jednego człowieka: «Ty, słońcePrzeciw Gabaon nie ruszaj się, a ty,Księżycu, przeciw dolinie Aialon,
Póki Izrael nie przemoże wroga!»(Tak się zwie trzeci w rodzie AbrahamaSyn Izaaka, od jego imieniaPrzejdzie ta nazwa na całe potomstwoZdobywające ziemię Chanaanu.)»Tu przerwał Adam: «Wysłanniku Nieba,Co mnie ciemnego oświecasz, jak błogieOpowiedziałeś mi rzeczy! SzczególnieO Abrahamie i jego plemieniu.Teraz dopiero mam oczy otwarte,Zaspokojone serce, które przedtemJeszcze dręczyła troska, co się stanieZe mną i z całem ludzkiem pokoleniem,A teraz widzę przyjście Tego, w którymBłogosławione będą wszystkie ludy.Nie zasłużyłem wcale na tę łaskę,Zakazanemi środkami sięgałemPo zakazaną wiedzę. Jednej rzeczyNie mogę pojąć, że Bóg tym, wśród którychRaczył na ziemi zamieszkać, tak liczneI rozmaite prawa ustanowi;Czyżby tam grzechy równie liczne były?Czyż Bóg wśród takich grzesznych mieszkać może?Michał mu na to: «Grzech wśród nich z pewnościąPanować będzie, bo są twoim płodem;Dla tego tylko dane te zakony,By mieli dowód własnej ułomności,Bo grzech ich ciągle podnieca do walkiPrzeciwko prawu: gdy ujrzą, że prawoWykrywa grzechy, ale ich nie gładzi,
Dając zaledwie słabą, figuryczną,Expiacyę w krwi wołów i kozłów,Wtedy spostrzegą, iż drogocenniejsząKrwią trzeba spłacić za winy człowieka,Że sprawiedliwy niesprawiedliwegoWiny ma ponieść, by w sprawiedliwościTakiej przez wiarę i dobre uczynkiZnaleźli w Bogu usprawiedliwienie,W sumieniu pokój. Prawem przepisaneNie zaspokoją sumienia obrzędy;Człowiek sam z siebie nie mógłby wypełniaćWskazanych prawem przepisów moralnych;Nie wypełniając ich, traciłby życie,Więc nie wystarcza prawo, ono tylkoNa to nadane, by przygotowałoLepsze przymierze, gdy się spełnią czasy;By od nauki pod postacią danej,Przyszedł do prawdy, od ciała do ducha,Od nałożenia prawa surowegoDo swobodnego brania szczodrej łaski,Od niewolniczej do synowskiej trwogi,Od praw spełniania do uczynków wiary.I Mojżesz, choć tak od Boga kochany,Jest tylko sługą prawa, nie on zatemLud swój wprowadzi do ziemi Chanaan,Ale Jozue, którego poganieZowią Jezusem: on imię i urządPiastuje Tego, który zetrze Węża,I ludzi, długo po pustym świataBłądzących, wwiedzie do spoczynku Raju.
A ci tymczasem w ziemskim ChanaanieDługo zażywać będą pomyślności,Lecz grzechy ludu rwać będą ten pokój,Pobudzą Boga, że im wznieci wrogów,Pokutujących znów ratować będzie.Naprzód Sędziowie, potem będą rządySprawować Króle, z których drugi, sławnyI z pobożności i z przewag potężnych,Otrzyma boską obietnicę takąNieodwołalną, iż jego królewskiTron wiecznotrwały będzie; tak orzeknąWszystkie proroctwa, — że z plemienia królaDawida (takie jego imię) kiedyśSyn się narodzi, Nasienie NiewiastyPrzepowiedziane tobie, a następnieAbrahamowi, jako Zbawca, w którymWszystkie narody nadzieje swe złożą,Zapowiedziany królom, z nich ostatni,Bo wiecznie jego królestwo trwać będzie.Lecz wprzód przeminie długi szereg królów:Zaraz najpierwszy, syn Dawida, sławnyZ mądrości, z bogactw, dla arki PrzymierzaPrzechowywanej aż dotąd w namiotach,Wzniesie wspaniałą świątynię. NastąpiąBądź dobrzy, bądź źli królowie; złych więcej;Ich bałwochwalstwo i inne występkiI gromadzące się wciąż grzechy luduGniew Boga wzniecą tak, iż ich opuści:Ich kraj, stolicę i swoję świątynię,Arkę Przymierza i wszystkie świętości
Na pohańbienie wyda, łupem zrobiPysznego miasta, którego wieżyceWidziałeś dawniej opuszczone, zwaneBabilon, czyli zmieszanie języków.Tam ich w niewoli siedmdziesięcioletniejPan pozostawi, potem ich powróci,Na łaskę pomny swą, na przysiężonePrzymierze z królem Dawidem, tak stałeJak dni na Niebie stale następują.Wróciwszy z więzów Babilonu, naród,Królów, swych panów, mając pozwolenie,(A Bóg ich serca ku temu nachyli),Z żarliwą wiarą Dom Boży zbuduje,W swem poniżeniu mierny żywot spędzi,Aż wzrósłszy w liczbę i bogactwa, zacznieWojnę domową. Między kapłanamiNaprzód powstaną rozterki, wśród mężówCo u ołtarza służąc, powinnibySzanować pokój. Zatargi ich nawetŚwiątynię Pańską zbezczeszczą: nakoniecZa berło chwycą królewskie, nie baczącNa pozostałe potomstwo Dawida:W ręce obcego przejdzie panowanie,By pomazaniec, prawy król, Messyasz,Mógł się narodzić z praw swoich obdarty.Gwiazda na niebie dotąd niewidziana,Zwiastuje światu Jego narodzenie,Powiedzie mędrców Wschodu, szukającychGdzie się narodził, by mu w darze złożyćMirrę, kadzidło i złoto; to miejsce
Prostym pasterzom, trzód strzegącym w nocy,Ukaże Anioł; pośpieszą weseliI słyszeć będą Aniołów zastępy,Opiewające Jego chwałę. PannaJest Jego Matką, Ojciec Siła Boska,Na tron dziedziczny wstąpi i rozszerzySwe panowanie aż do krańców ziemi,A chwałę swoję aż do krańców Nieba.»Umilkł, spostrzegłszy, że Adam z radościŁez pełne oczy miał, jak w ciężkim żalu;Płakałby, gdyby nie dał sobie folgiW słowach, więc takie z piersi swej wydobył:«Proroku dobrej nowiny, twe słowaMe najszczytniejsze spełniają nadzieje,Teraz rozumiem jasno (czego wprzódyPróżno usilnem szukałem myśleniem),Dla czego wielki nasz OczekiwanyBędzie nazwany Nasieniem Niewiasty.Bądź pozdrowiona, o Dziewico Matko!Wielka miłością Nieba, ty z biodr moich,A z twego łona Syn Boga Wielkiego;Tak Bóg z człowiekiem połączyć się raczy.Teraz Wąż pewno starcia swojej głowyW śmiertelnym strachu czeka; powiedzGdzie, kiedy walkę stoczą, co uraziPiętę Zwycięzcy?» Michał na to rzecze:«Nie wyobrażaj sobie pojedynku,Ran w głowę albo w piętę. Nie dla tegoSyn Człowieczeństwo z Boskością połączył,By z wielką siłą zbić nieprzyjaciela;
Nie w taki sposób ma być pokonanySzatan, któremu straszniejsze skruszenie,Upadek z Nieba, zostawiło siłęZadania tobie śmiercionośnej rany,Którą On, Zbawca, przyjść mający, zgoi,Nie niszcząc Czarta, tylko jego dziełoW tobie i w twoim rodzie. To się możeStać nie inaczej, jak spełnieniem tegoW czem ty chybiłeś, posłuszeństwem prawuPod karą śmierci na cię włożonemu,I poniesieniem śmierci za twą winęI winę tych, co z ciebie się narodzą.Tak tylko można zadosyć uczynić.Sprawiedliwości. On to prawo boskiePrzez posłuszeństwo i miłość wypełni,Choć miłość sama już wypełnia prawo.I twoje karę On przyjmię na siebieObłócząc ciało, by żyć w poniżeniuI śmierć przeklętą ponieść, głosząc życieTym wszystkim, którzy uwierzą, że zbawi,Że posłuszeństwo Jego, przez ich wiarę,Im przyczytane będzie, wszystkimKtórzy uwierzą, jako do udziałuW chwale zasługi własne nie wystarczą,Chociażby prawu zadosyć czyniły,Bez Zbawiciela zasług nieskończonych.Dla tego będzie On znienawidzony,W życiu bluźniony, pojmany, sądzony,Skazany na śmierć haniebną, ohydną,Przez swoich ziomków przybity do krzyża,
Zabity za to, że życie przynosi.Ale do krzyża on twych nieprzyjaciółPrzybije, z nimi prawo przeciw tobie,Grzechy ludzkości całej ukrzyżuje,Że odtąd nigdy nie będą szkodziłyTym, co swą ufność w zadośćuczynieniuJego położą. Tak umrze, by zarazPowstać z umarłych. Śmierć tylko na krótkoNad nim mieć będzie władzę: nim powróciTrzecie świtanie, ujrzą gwiazdy rannePowstającego z grobu, jak jutrzenkaRzeźkiego; spłaci okup za człowieka,Wyzwoli z władzy śmierci. Tak ocaliKorzystających z tej łaski przez wiaręI połączone z nią dobre uczynki.To boskie dzieło unieważni wyrokDany na ciebie, abyś śmiercią umarł,W grzechu na zawsze pozbawiony życia;To dzieło zetrze głowę Czarta, skruszyMoc jego, zwalczy Grzech i Śmierć, dwa główneJego oręże, i głębiej pogrążyIch żądła w jego głowę, niż czasowaŚmierć, czyhająca na piętę Zwycięzcy.A wybawionych śmierć to jak sen cichy,Łagodne przejście do wiecznego życia.Po zmartwychwstaniu niedługo na ziemiPrzebywać będzie, tylko kilka razyZjawi się uczniom swym, co mu za życiaTowarzyszyli stale. Im poleci,Aby naukę i zbawienie Jego
Opowiadali wszystkim ludom świata;Tych, co uwierzą, aby chrzcili w rzekachNajbliższych, na znak obmycia ich z grzechuPierworodnego i przygotowaniaNa śmierć podobną śmierci Zbawiciela,Gdyby potrzeba zaszła. Uczyć będąWszystkie narody, bo już od dnia tegoNietylko dzieciom z lędźwi AbrahamaPrzepowiadane będzie wybawienie,Ale i dzieciom wiary AbrahamaNa całym świecie: tak wszystkie narodyBłogosławione będą w jego rodzie.Wtedy Pan wstąpi na Niebiosa Niebios,Tryumfujący nad nieprzyjaciółmiSwymi i twymi; pochwyci w przestworzuKsięcia powietrza, Węża, i w okowachPrzez całe jego królestwo powlecze,Tam go na pastwę rozpaczy porzuci.Wtedy do chwały wejdzie, po prawicyBoga zasiędzie, nad wszystkie imionaNiebieskie wyższy; a gdy świata tegoDojrzeje koniec, przyjdzie w blasku chwałyI mocy, sądzić żywych i umarłych.Niewiernych poda śmierci wiekuistej,Wiernych nagrodzi przyjęciem do chwałyNa ziemi, albo w Niebie; ziemia całaBędzie też Rajem naówczas, szczęśliwszymNiż Eden, i ze szczęśliwszemi dniami.»To rzekłszy Michał Archanioł umilknął,Do tak wielkiego doszedłszy okresu
Przeznaczeń świata; nasz wielki praojciecPełen radości i zachwytu rzecze:«O nieskończona, niezmierna Dobroci!Co tyle dobra ze zła wyprowadza,Złe nawet w dobre zamienia; cudniejsza,Niż kiedy światło z nicości wywiodłaW stworzeniu świata! Sam już teraz nie wiem,Czy mam żałować grzechu, jakim spełniłI spowodował, czy raczej się cieszyć,Że więcej dobra z niego się wytworzyBogu na chwałę, ludziom na pożytek;Nad gniewem łaska obfitować będzie.Lecz powiedz, gdy Nasz Zbawiciel do NiebaPowrócić musi, co spotka nielicznychWierzących w niego od tłumów niewiernychI nieprzyjaciół prawdy? Kto strzedz będzieLud Jego, kto go bronić? Czy nie zechcąGorzej ich krzywdzić, niż Jego samego?»«Z pewnością zechcą, rzekł Anioł, lecz z NiebaPocieszyciela on przyśle swym wiernym,Obiecanego przez Ojca. Duch JegoWśród nich zamieszka, i miłości sprawąW sercach ich kreślić będzie prawo wiary,Prowadzić drogą prawdy i okrywaćZbroją duchowną, aby się zdołaliOpierać szturmom Szatana i gasićJego ogniste groty. Tak wspierani,Będą niezłomni, nie zlękną się śmierci,Ani najsroższych tortur, nagrodzeniW sercu pociechą tak, iż w podziwienie
Wprawią najdzikszych swoich prześladowców.Bowiem Duch Święty naprzód się wylejeNa Apostołów, aby nauczaliWszystkie narody, a potem na wszystkichOchrzczonych spuści przecudowne dary:Wszystkiemi mówić będą językami,I czynić cuda, jak ich Mistrz przed nimi.Więc liczne rzesze ze wszystkich narodówZ radością przyjmą ich poselstwo z Nieba,W^ końcu spełniwszy służbę, dokonawszyDobrze zawodu, i pozostawiwszySpisaną swoję naukę i dzieje,Zakończą żywot, lecz, jak ostrzegali,Zjawiać się będą czasami w ich miejsce,Jako pasterze, wilki krwi niesyte,I wszystkie święte Nieba tajemniceNa swoję korzyść wyzyskiwać będąW celach ambitnych: zabobonem skażąPozostawioną prawdę w księgach świętych,Sobie przywłaszczać będą dostojeństwa,Miejsca wysokie, tytuły i władzę,Wciąż pod pozorem dążności duchownych.Ale to będą nowości bezbożne,Na które wielu odważy się; ciężkiePrześladowanie nastąpi tych wszystkich,Którzy wytrwale będą czcili BogaW duchu i w prawdzie: inni, w większej liczbie,Cześć religijną w zewnętrznych obrzędachI w formalnościach zawrą drobiazgowych;Prawda, strzałami potwarzy przeszyta,
Ścichnie, i rzadkie będą czyny wiary.Tak świat przeciwny dobrym, złym przychylny,Iść będzie, jęcząc pod własnem brzemieniem,Aż dzień się zbliży, w którym sprawiedliwyOdetchnie wolno, złego dotknie zemsta;Przyjdzie ów, tobie naprzód obiecanyNiejasno, jako Nasienie Niewiasty,Teraz wyraźniej, twój Pan i twój Zbawca;Przyjdzie w obłokach, w chwale Ojca swego,Skruszy Szatana, jego świat przewrotny;Z Nieba i Ziemi, oczyszczonych ogniem,Nowe Niebiosa, nową Ziemię stworzy,Wieki bez końca, oparte na cnocie,Pokojem tchnące, miłością, i zawszeOwocujące w radość i zbawienie!»Umilkł, a Adam tak mu w końcu rzecze:«Błogosławiony wieszczu, jakże szybkoTwoje wieszczenie zmierzyło znikomyŚwiat i bieg czasu, aż wstrzymany, stanie!Po za tem przepaść — wieczność, której końcaNigdy wzrok żaden nie dosięgnie. TerazOdchodzę z miejsc tych bardzo pouczony,Uspokojony w duszy, zbogaconyTą wiedzą, jaką mój umysł obejmie;Sięgać po więcej było głupstwem mojem;Teraz naukęm zyskaŁ-że najlepiejBoga jedynie słuchać, bać się, kochać,Każdy krok czynić, jakby w obec Niego;Zawsze Opatrzność Jego mieć w pamięci,W Nim tylko ufać, bo On miłosierny
Dla dzieł swej ręki; zawsze przezwyciężaDobrem złe; spełnia małemi środkamiWspaniałe rzeczy; tem, co według świataSłabe, obala potężnych na świecie,A mądrych świata wstydzi maluczkimi,Wiem, że cierpienie za prawdę jest męstwemDo najwyższego wiodącem zwycięstwa,I że dla wiernych śmierć jest bramą życia.Tak mnie naucza przykład mego Pana,Którego teraz uznaję za ZbawcęMego, na wieki błogosławionego.»Anioł mu na to rzecze raz ostatni:«Jeśliś się tego nauczył, dosiągłeśSzczytu mądrości, już się nie spodziewajWyżej postąpić, choćbyś wszystkie gwiazdyZnał po nazwisku, wszystkie Niebios siły,Skrytości głębin, Przyrody działanie,Lub sprawy Boga na niebie, w powietrzu,Ziemi i morzu; chociażbyś posiadałWszystkie bogactwa świata i sam jedenNad królestwami wszystkiemi panował.Dołączaj czyny do tej wszystkiej wiedzy,Ona na ciebie obowiązki wkłada;Dołączaj wiarę, cnotę i cierpliwość,Umiarkowanie i miłość, co kiedyśPrzybrawszy nazwę miłosierdzia, będzieWszystkich cnót duszą. Przestaniesz się martwićZ utraty Raju, bo wtedy posiędzieszRaj w duszy, większe szczęście przynoszący.Lecz zejdźmy z tego szczytu rozważania,
Bo już się rozstać będziemy musieli,Już oto straże, które tam na wzgórzumPostawił, hasła swego oczekują,A na ich czele oręż płomienistyNa znak odejścia groźne ruchy czyni.Nie możem być tu dłużej; obudź Ewę,I ją też słodkim snem, wieszczącym dobro,Uspokoiłem, i skłoniłem umysłDo pokornego przyjęcia swej doli.W stosownej porze powiedz jej to wszystkoCoś słyszał, głównie w przedmiocie jej wiary,Że z jej nasienia (Nasienia Niewiasty)Przyjdzie Zbawiciel rodzaju ludzkiego.Jeszcze wam długo żyć w wierze i zgodzie,Choć zasmuconym winą popełnioną,Lecz większą jeszcze budząc w sobie radośćSzczęsnego końca rozpamiętywaniem.»Umilkł, obadwa zstąpili ze wzgórza:Adam pośpieszył naprzód do schroniska,Gdzie snem zmorzoną pozostawił Ewę,Lecz obudzoną zastał i usłyszałTakie nie smutne wcale z ust jej słowa:«Wiem skąd powracasz, i gdzie idziesz teraz,Bo Bóg i we śnie wskazówek udziela;Kiedym znękana smutkiem w sen zapadła,Zesłał widzenie, szczęścia przepowiednie.Teraz mnie prowadź, zwłoki nie przyczynię.Dla mnie iść z tobą, jakby zostać w Raju,Samej tu zostać prawdziwe wygnanie.
Ty, co z mej winy stąd idziesz wygnany,Wszystkiem mi jesteś i za wszystko staniesz,Tę tylko pewną unoszę pociechę,Że choć przezemnie wszystko utracone,Niegodna takąm łaskę uzyskała,Że Odnowiciel przezemnie świat zbawi.»Tak rzekła matka nasza, Adam słuchałUradowany, lecz nie odpowiedział,Bo już Archanioł zbliżył się, a z wzgórzaPrzeciwległego hufiec CherubinówW błyszczącym szyku szedł na stanowisko.Jak meteory sunęli po ziemi,Jak mgła wieczorna, nad rzeką powstała,Gdy się prześlizga przez bagna i prawieZa piętę chwyta powracającego.Z pola rolnika. Przed nimi wysokoJasno migotał miecz ognisty Boga;Nakształt komety strasznej, co upałemSuchym, jak tchnienie libijskiej pustyni,Pożogę niesie urodzajnym niwom.Więc przyśpieszając, Anioł ujął ręceNaszych nieskorych prarodziców, powiódłProsto do bramy wschodniej, tam ze skały,Poprowadziwszy na płaszczyznę, zniknął;Spojrzą za siebie, a nad całą wschodniąGranicą Raju, ich jeszcze niedawnoBłogą siedzibą, wiewają płomienie;W bramie postaci groźne, broń ognista.Nie mogli łez powstrzymać, lecz je prędko
Obtarli; cały świat mieli przed sobą,Na wypoczynek miejsca do wyboru,Pod Opatrzności przewodem. PowolnymKrokiem wędrowca, ręka w rękę poszliPo przez Edenu samotne przestrzenie.