Na Betleemskim

Karol Antoniewicz (1807–1852)

Na Betlejemskim dziś tłumno gościńcu,Pochodnie nocy rozwidniają cienie,Tętnią wielbłądy na szopki dziedzińcu,Błyszczy się złoto i drogie kamienie.

I niespokojna Marya przez szpary,O sen Jezusa zlękniona wyziera,Już się od żłóbka zerwał Józef staryI drzwi stajenki pocichu otwiera.

Wchodzą pokornie trzej wschodni królowie,I przed dziecięciem zginają kolana,Berła, korony lśniące na ich głowie,Składają wszyscy u nóg światów Pana.

Z arabskiej, perskiej przybyli krainy,W której się gwiazda proroków zjawiła,Wskazując drogę im do Palestyny,Gdzie Słowo Boskie Marya powiła.

Przed Królem królów, Jezusem dzieciną,Liczny się orszak sług na ziemi ściele,Z oczów Maryi łzy radości płyną,W sercu Józefa radość i wesele.

Słodkie po szopie rozchodzą się wonie,Drogich kadzideł i arabskiej mirry,I te, co ziemia kryje w swojem łonie,Błyszczą się złota obok żłóbka bryły.

Lecz my Jezusa ucznie ubogiego,Cóż Jemu dzisiaj w ofierze oddamy,Skarb nasz ubóstwo, my złota drogiego,Mirry i wonnych kadzideł nie znamy.

Niech dusza nasza ujęta tęsknotą,W wonną dla Ciebie mirę się przemieni,A serce w ogniu krzyża, jako złoto,Niech się miłości blaskiem rozpromieni.

Gdy nas do ziemi zgina życia brzemię,Chęciom i myślom doda miłość skrzydeł.Rzucą, co nędzne, rzucą ciało, ziemię,W górę się wzbiją, jako woń kadzideł.