To ona (Antoniewicz, 1828)

Karol Antoniewicz (1807–1852)

E poi ch’amor die me vi fece accortaFur i biondi capelli allor velati,E l’amoroso sguardo in se racolto!Metastasio.

Czy słońce z Oceanu dzwigneło się łona?Jakiegoż światła, iarawe promienie,Ponurey nocy, przedarłszy cienie,Uyrzała dusza, w myślach zatopiona?

Lampa, na nieba błękicie zwieszona,Nie samasz słyszy miłości westchnienie?W powietrzu słodkie rozeszło się brzmienie,Echa zadrzały: to ona! to ona!

Gdy kwiaty zwiędłe przyciska do łona,I łza, z uśmiechém, mięsza się wiéy oku,Cała natura zabrzmiała: to ona!

Gdzie tylko stanie, zdróy życia wytryska,Gdzie okiem rzuci, iasny promień błyska,Zbliża się do mnie — iak gwiazda w obłoku!