Bajki — całość

Kazimierz Gliński (1850–1920)

Za lasami,Za górami,

Na Szklanej Górze,W lazurzeZaklęta królewna je trzymaW skrzyni złotej,Zamkniętej na zamki i sztaby;Lecz człek jest za słaby,By do tejZaczarowanej dojść góry,Przez wichry się przedrzeć, przez chmury!Na Szklanej Górze,W lazurzeJest szczęście — tutaj go niema!...

Niedosiężna, niezdobyta,Kryształową mgłą okryta;Złoty miesiąc ma nad głową,U stóp wstęgę purpurową,Jaką wiąże świata końceKładnące się do snu słońce.

Kryształowe okna w dworze,Złote skrzynie są w komorze —Skarbu strzeże mi królewna,Jak sen piękna, jak mgła zwiewna.Krocie biegną tam rycerzy,Lecz w każdego grom uderzy,Bo nie wiedzą tajemnicyDo jej serca i skarbnicy.

Daję ci pióro sokole,Znak kładę na twojem czole:

Talizman, co cię ochroniOd ostrza zdradzieckiej broni.Gdy noc otuli las wokół,Po pióro przyleci sokół,Widmo, wabiące wołaniem...Idź za niem! idź za niem! idź za niem!

Płynęły sokoły chmurą,Ja nie poleciałem z niemi:Wichr mi jedno wyrwał pióro...I zwisło skrzydło ku ziemi.Czyje chwyciły je dłonie,Niech moimi ślady bieży...Gdzie polecę — w tamtej stroniePrzeogromne szczęście leży.Za mną! za mną, nim blask dziennyŚwitem ziemi pierś ozłoci...Śpiesz! bo zniknie urok senny,Stuli listki kwiat paproci!...

Co ci cudze znaczy życie,Kiedy twoje w poniewierce?Co obcego serca bicie,Gdy umiera twoje serce?Odbiegł króla orszak liczny,Obdarzany łask tysiącem,A ty rzucasz swój sen śliczny,Choć uderzasz sercem drżącem.

Przed porankiem chłodna rosaJuż nabrzmiewa w niebie bladem.Gdy dzień wpłynie na niebiosa,Ja ulecę braci śladem. Za mną!za mną! nim blask dziennyŚwitem ziemi pierś ozłoci,Śpiesz! bo zniknie urok senny,Stuli listki kwiat paproci!

Słyszysz? słyszysz, jak klekocąKlucze od bram z dyamentu?Wrota pękną przed północą,Bez hałasu, bez zamętu.Niech się twoja myśl wygrzebieZ trosk, co dławią pierś twą zmorą:Rycerz umrze i bez ciebie,A tam złoty skarb rozbiorą!

Rzuć troski, rzuć zgryzotę,Przy tobie jest zwycięstwo:Posiadłeś klucze złotePrzez litość, wdzięczność i męstwo!

Próżno się ludzie biedzą,Bezsilne wznoszą pięście;Pierś krwawią, a nie wiedzą,Że w dobrych uczynkach — szczęście!

Daremno patrzysz w zwierciadło wody,Daremno czeszesz warkocz swój złoty:Nikt nie zobaczy twojej urody,Nikt nie zrozumie twojej tęsknoty!

Wiją się nurty, wiją pomału,Niby z kryształu utkana chusta...Śliczna twarz patrzy z głębin kryształu,Różowe do mnie śmieją się usta.

Nie moje usta i twarz nie moja!Coś zczarowało przejrzyste wody:Szatka z purpury, złocista zbroja...Ach! to wyśniony królewicz młody!

Lecz niechaj tylko wiatr falą ruszy,O kryształ trąci jaskółka płocha —Zniknie widzenie, twór mojej duszy,I jeno głośniej serce zaszlocha!

Nie buduje się z szatanem kościoła,Do spraw świętych złych się duchów nie woła;Nie gromadzi się gór wielkich ze złota,Gdy pod płotem z głodu ginie sierota.Źródło czyste garstka kału zatruje,Zły przyjaciel myśl najlepszą popsuje,Z Bogiem tylko iść przez życie potrzeba,Bo bez niego nie traficie do nieba!

Na nic złote są jabłonie,Na nic czarodziejskie drzewa,Gdy przez serce wiatr przewiewa,Jak liść suchy po wygonie.Przypadkowych losów daryStarczyć mogą nie na długo:Trzeba własną żyć zasługą,Własną pracą tworzyć czary!

Złymi byliście braćmi,Złymi byli synami,Nie wiedzieliście o tem,Że jest prawda nad wami;Kto się jej sprzeniewierzy,Dłoń obłudzie podaje:Wstydem musi się oblać,Z mędrca głupcem się staje!

Pół świata zawojuje,Dużo ludzi pomorduje,

Bać się będą go zwierzęta,Krzyczeć przez sen niemowlęta.»I, rycerzu nasz, bądź pewien,»Że najpiękniejsza z królewien,»Nie władnąca wcale sobą,»Do ołtarza pójdzie z tobą«.

Wydmucham tobie ze mgły pałace,Za uśmiech każdy złotem zapłacę,O twoich marząc wygodach.Utrefisz włosy, ubielisz lica,I chodzić będziesz, niby pawica,W moich królewskich ogrodach.

Ty nie idź do mnie w sztucznych warkoczach,Tylko z miłością w błękitnych oczach,Co drugą miłość zrozumie;Niech cię królewska szata nie wzrusza,Jeśli w niej błazna kryje się dusza,Dusza, co kochać nie umie!...

Trudno jest znaleźć szczere kochaniePrzy szat nęcącej purpurze:Niepewność w sercu zawsze zostanie,Choć wszystkie zerwałbyś róże.Krzywiznę pleców, uczuć brzydotę,Zapadłych oczu blask choryPokryją zawsze brzękadła złote,Sztucznie dobrane kolory.

Król — chciałem serca, błazen — chciał śmiechu,Nikt tu z nas szkody nie zazna!Błazen królewski strój wziął w pośpiechu,Król w suknię ubrał się błazna.Płacz teraz, dziewko, po złudnej stracie,A zrozum te słowa wieszcze:Że się nie sądzi ludzi po szacie,Że serce, dusza jest jeszcze!

Bijcie, kijeSamobije,Walcie głuchoW plecy, w ucho,Łupcie żebra,Niechaj febraNią zatrzęsie.Baba w mięsie!...Nie wytrzyma?...Strachu niéma!W tan jej chce się,Graj-że, biesie!...

Zła macocha mnie wygnała,Jeść nie dała, pić nie dała,Pośród krzyku i hałasu,Wypędziła precz do lasu.

Zła macocha mnie wygnała,Jeść nie dała, pić nie dała,Pośród krzyku i hałasu,Wypędziła precz do lasu!

Zła macocha mnie wygnała,Jeść nie dała, pić nie dała,Pośród krzyku i hałasu,Wypędziła precz do lasu.

Rozchylcie się, trzciny,Ty, wietrze, z gęstwinyWyprowadź złotą łódź!Na łodzi tej deskiRzuć dywan królewski,Na ramię płaszcz mi rzuć!

Staw miniem — i rzekąPopłyniem dalekoZ żab pieśnią, z szumem fal!...Cud stanie się wielki:Przeminie ból wszelki,Przeminie smutek — żal!

Złą macochę dyabeł porwał,Złe jej córy ogień strawił...Dziękuj Bogu! dziękuj Bogu!Że ci ojca pozostawił.

Niech przybija łódź do brzegu,Rola moja już skończona;Wracam w tonie wód srebrzystych,Ty w ojcowskie śpiesz ramiona!

Kiedy w opętania szaleRzuciłam się w stawu fale,Wychyliła się z wód ku mnieWód przemożna czarownica,Osypała piaskiem lica,W srebrnej położyła trumnie,Ale śmierci mnie wydarła:Byłam śpiąca, nie umarła!

Nie zblizka lecę, nie zblizka,Nie z krain, gdzie pachną kwiaty:Ja wracam z pobojowiska,Gdzie śmierć wygrzmiały armaty;Gdzie leżą trupów tysiąceI rzężą piersi wpół żywe,Dymami osnute słońcePatrzy na pole straszliwe.Tam pieśń nie dzwoni, nie kwieciOgrodów welon żałoby:Krzyk słyszysz matek, płacz dzieci,Na groby kładą się groby!Krwi wonnej ciepłe oparyOsnuły to pole chwały,Wiatr gwiżdże w krwawe sztandary,Biją tryumfu wystrzały.Na żer tam, na żer pognałemZ mych braci czarną gromadą;Żywem karmiłem się ciałem,Tym dziobem kłułem twarz bladą!