Wody (Junosza, 1876)

Klemens Szaniawski (1849–1898)

W owych czasach gdy Herod był sędzią pokoju,A Piłat komisarzem nad judejskiem ludem,Szli chromi i ułomni kąpać się we zdroju,Lub w sadzawkę Siloe, by ozdrowieć cudem.Szli nie dbając o piękność i wykwintność stroju,Na kulach i kuszturach wspierając się z trudem.Taką to była pierwsza kąpielna kuracja,Używała jej zwykle sama demokracja.

Wielcy państwo co w skrzyniach mieli mnogość złota...Brali rzymskie kąpiele na sposób Fajansa...Parząc się w strojnych izbach gdy przyszła ochota,Zasiadłszy przy stolikach grali w preferansa..I nie tańczyli walca jak zwykła hołota,Lecz lansiera przez chustkę, albo kontredansa....I dla kuracji, wina wychylali porcjąBy przyzwoitą ciepła utrzymać proporcją.

Małżonka Kaifasza, jak twierdzą kroniki,Niegdy nie wyjeżdżała z granic swej Judei,A chociaż miała astmę i początek plikiJednak ją lekarz zawsze trzymał w tej nadziei,Że przywrócą jej zdrowie domowe pierniki...(Co prawda wówczas jeszcze nie było kolei)A Kaifasz rzekł do niej: Nie jedziesz do Rzymu...I pociągnął z cygara okrutny kłąb dymu...

Dziś wymagania mody co innego każą,Bo każda przyzwoita i zacna niewiasta,ColatoCo lato z wykrzywioną i wybladłą twarząMusi wyruszać z murów rodzinnego miasta...

I wędrować gdzie w kotłach słone wody warzą...I gdzie się takich samych tysiąc niewiast szasta.Tam to się nadwątlone córek krzepi zdrowieI jak ryby na wędkę łapią się mężowie.

Więc Ojcowie wychodzą w dzielnice gdzie żydkiZa wytarte papierki świeże weksle biorą...I przeklinając w duszy taki sezon brzydki,W którym się wszystkie biedy familijne piorą,Pakują do kieszeni pieniężne nabytki,Drżąc naprzód tak jak listek przed oddania porą...I aby dowieść światu że nie chłystek żaden,Ekspedjują familją aż do Baden-Baden.

Kto zaś nie ma na podróż ten godzi się z losem,Chociaż musi mu w duszy porządnie złorzeczyć...Lecz jako wierny modzie, kwili smutnym głosem,Mówi że również chory, że musi się leczyćI wędruje na Foksal ze spuszczonym nosem,By tam przeciw wyjazdkom za granicę skrzeczyćI ciągnąc brzydką wodę przez cieniutką rurkę,Spogląda na sąsiada zamożnego córkę.

Piją, kąpią się wszyscy, bo czas kąpielowyMa swe prawa, a tym się oprzeć bardzo trudno,Kto więc żyje bez wględuwzględu, czy chory czy zdrowy,Łyka w wielkiej ilości gorzką wodę brudną,Kokietując panienki posażne i wdowyKtórym urok cierpienia daje postać cudną.Nawet stary emeryt, co pensję ma skąpą,Kwestję hydropatyczną studjuje pod pompą...