Legenda (Wydęte karawelle...)
Legenda.
Wydęte karawelle o żaglach z czerwonych motylipachnące cynamonem, pieprzem i imbiremupływają po morzach mosiężnych, a wtyledelfiny ciągną jak antyczne liry.Jacyż na rufach zdobywcyodlani z płynnego złotaw pieśniach wysmukłych jak skrzypcez puszystym wejrzeniem kota.
A zawsze tak sam dalekodzwonią na widnokręgumalenkiemaleńkie archipelagi,które dosięgnąć ręką.
Tam w wyspach małych jak usmiechuśmiechprzez dżungle tygrysiej trawywędrują złote strusiei szyldkretowe żyrafy.W różowym hamaku wybrzeżakonkoń purpurowy gna,a z dziupli zagląda w pejzażmaleńki, induski strach.Kto ten krajobraz zbudowałna wiotkim cieniu zamyśleń,nad trąbką wiatru wydymałpoliczki wezbrane jak wisniewiśnie.Oto zwrotniki płonącejak złoto-czerwone piekło.
MalenkieMaleńkie archipelagizawsze tak samo daleko.
Strzelały race gwiazdw przestrzenprzestrzeń wydętą i ślepą,spadały księżyce napłaskdo dna stopionego w srebroSpiewały ryby skrzydlatepieśni przejrzyste i szklanekiedy w wyblakłe ranookręt upływał nad światem.
Oto legenda marzeńśmiesznych ptaków ze snu.Nocą to tylko żeglarzepłyną na dziwny łów:
Patrzeć, patrzeć na niebo smutku,nad drzewo odarte historji.Tam białe trupy zdobywcówherosóherosów zastygłych w orion.Tam tylko w hamaku plażydziewczynki z miedzi kołysząpieśni zgubionych żeglarzyzarosłych czasem i ciszą.