Klęska Sennacheryba
Translated from English by Zofia Trzeszczkowska
Jak wilk na stado — na nas przypadł syn Assura,Na jego hufach lśniły złoto i purpura,A ostrza dzid błyszczały jako w falach zorze,Gdy w noc brzeg Galilei kąpie sine morze.Liczni, jak liść, gdy lato zieleni konaryLasów, szli o zachodzie szeleszcząc sztandary,I jako liście leśne, gdy tchnie wiatr jesieni,Nazajutrz legli w prochu martwi, rozproszeni. —Bo anioł śmierci skrzydła na wichrze rozpłynął,Tchnął w oblicze najezdcy — i najezdca zginął;Zagasł wzrok wojowników, stężały powieki,Serca raz jeszcze drgnąwszy, ucichły na wieki.Patrz, tu padł rumak, nozdrze jeszcze w górę trzyma,Lecz już nie duma dawna tak mu je rozdyma;Wkoło trawę konania ubieliły piany,Chłodne jak szron na skale przez morze zraszanéj.Tam, z zmienionemi rysy wybladli żołnierze,Rosa przypadła czoła, a rdza ich pancerze;Zwinięte ich sztandary, milczące namioty,Milczy spiż trąb, rzucone pociski i groty.I słychać krzyk ogromny wdów Assura szlochu,Pokruszone bożyszcza walają się w prochu;Bez miecza moc pogańska i mnogie szeregi,Przed Twém spojrzeniem, Panie, stopniały jak śniegi.