Akt I

Lord Byron (1788–1824)

Translated from English by Michał Chodźko

Manfred

Wnet zgaśnie lampa moja, próżno usiłujęSłaby płomień podniecać; czuwaniu dłuższemuNiedotrwa! — Mój sen!..... jeśli to snem się mianuje,Niezmordowane pasmo marzenia, mojemuNieodstępne uśpieniu! Duch mój czuwa wiecznie;A kiedy oczy zamknę, wzrok mój obróconyWe mnie, bystro spoziera w smętną moją duszę!.....

Jednak ja żyję, ludzki ród znienawidzonyCzuję że jeszcze cierpieć i oglądać muszę;Ja wiem, że mędrca szkołą musi być cierpienie, —Boleść nauką! — Mędrcy ci, co od powiciaWłaśném swém doświadczeniem zgłębili twierdzenieZnane: Drzewo wolności, nie jest drzewem życia!

Filozofia, świata wielkie wiadomości,Tajemnice przyrody, wszystkiegom probował;Duchem lotnym sięgałem najgłębszych skrytości,Bo umysł skrzydeł orlich łatwo obejmował!

Głupstwem nauka!..... czasem cnotę spotykałemNawet wśród ludzi, za to szczodrze im płaciłemWspaniałością, dobrocią!..... i cóż ztąd zyskałem?.....Sam w pośród nieprzyjacioł, bez obawy żyłem,Nie śmieli stawić czoła, choć było ich wielu!W życiu samotném wszystko marnie się zużyło?Dowcip niepospolity, wielka szczytność celu,Życie dobre, albo złe; — co drugim służyłoPadały koło mnie, jak letnich deszczów wodyNa piasków łono!..... od téj chwili bez imienia!.....

Odtąd serce me z czuciem nie poszło w zawody,Ni z rozpaczą, ni z żądzą ludzkiego pragnienia.I postrzegłem przekleństwo nademną wiszące,Gdy już wszystkie uczucia z duszy wystraszyło:

Nadzieję, nawet strzały miłości palące!Wszystko, wszystko zagasło, wszystko się zniszczyło!......................A więc daléj do dzieła!.....

Rozległego duchy świata,Wy istoty nie ujęte,Fantastyczne, nie pojęte!Wy, których głos mój dolataW świetle, lub we mgłach ciemności;Wy, których skrzydło w krąg świataSzybkim zwrotem wiecznie lata.Zagnane w ziemi wnętrzności,Mieszkańcy gór nad obłokiZ głębin mglistych oceanu,Posłuszne waszemu panu,Zaraz stańcie tu, bez zwłokiWystępujcie!

Niesłuchacie?A więc w straszne imię tego,Między wami najpierwszego,Wszyscy stanąć wnet tu macie.Przez ten znak, którego mianem

Nicość wasza się otwiera;Przez tego co nie umiera,Stańcie wnet przed waszym panem.Występujcie, występujcie!!!.....

Jeśli groźb tych nie słuchacie,Straszliwsze jeszcze poznacie,Podłe duchy nie żartujcie!!!.................Niech się wola moja stanie,Przez własności od was znane,Wyższe nad te, mianowane;Przez strasznéj gwiazdy zesłanie,Co przez czary nieodparte,Dotąd żadnemi czarami,Jak widmo z piekieł wyparte,Iskra świata zniszczonego!!!.....

Przez słowa przekleństw ziszczonych,Nad mym losem zawieszonych!.....Ja wzywam przyjścia waszego:Występujcie!..... Występujcie!!!.....

Posłuszny głosowi twemu,Ze mgły spłodzonéj tchnieniemPomroki; purpury znamieniemPrzejrzystéj, — strojnéj w lazury,Z pałaców moich nad chmury,Mimo zakazy, lecę ku tobiePo gwiazdy srebrnéj promieniu,Śmiertelny twemu skinieniuPosłuszny, — zaklęciu twemu!

Góra biała, gór władczyni,Nad chmury jéj wywyższoneCzoło, lodami wieńczone,Tron jéj wykuty ze skały,Płaszcz usnuły chmur nawały.Przepaską sosny zielone,Pleśnią stu zim obciążoneZasypy, dolin zniszczenieW jéj dłoniach; na me skinienieCzekają; — co chcę z niemiZrobię; — popchnę je ku ziemi,Lub zatrzymam!..... Pasmo tych gór,

Co kryją czoła wśród chmur,Mocą mojego ramieniaPotrafię wyrwać z korzenia,I rozsiać je po równinie;Duch mój władzcą w téj dziedzinie;Co rozkażesz, wnet uczynię!.....

Na dnie oceanu szklistémJam pan na morzu wód mglistém!Gdzie wód śpiących nic nie mąci,Wietrzyk fali nie potrąci;Kędy wąż morza spoczywa,Gdzie syrena urodziwa,W muszle i konchy strojonyWarkocz swój zwija zielony.Jak burza na morskie wały,Echa twych klątw przyleciałyDo państw moich kryształowych,Do mych zamków koralowych.Mów, a wola twa się stanie!

Tam gdzie wzięło za posłanieTrzęsienie ziemi ogniska

Lawy, gdzie wonne łożyskaSmolnych jezior dymy mglisteUlatują; rozłożysteAndów niebotycznych stopyNurtują podziemne stropy.Zaklęcia twe doleciały;Mmie z stron rodzinnych porwały.Staję na twe zawezwanie,Co ty każesz, niech się stanie!

Ja chmur groźnych kołowroty,Wiatrów bystrych zwijam loty;Gdzie ja skinę, burza leci!.....

Patrz, tę czarną co tam świeci,Gromom dałem na mięszkanie;Leciałem na huraganie,Bym spieszniéj stanął przed tobą!Wiatry moje nocną dobąGonią wzdęte skrzydła floty;A nim jutrzni promień złotyBłyśnie nad mroku zasłoną,Okręta w falach zatoną!.....Czego żądasz, powiedz śmiało!.....

Zaklęcie twoje wzleciałowleciałoW krainy ciemności wieczne;Obrzydłe światło słoneczneBym oglądał, — po co wzywasz,Pasmo ciemności rozrywasz?.....

Jeszcze przed stworzeniem ziemi,Pod rozkazami mojemi,Gwiazda twego przeznaczeniaNiebios zdobiła sklepienia;Jaśniejszym blaskiem świeciła,I najpiękniejsze zaćmiła.Na całym niebios obwodzie,Równej nie było w urodzie!

Aż przyszła chwila straszliwa,Gwiazda jasna, urodziwa,Dziką piekła łóną zionie;Grozi, że świat wnet pochłonie!Potwór własną dumny siłą,Niepodległą chce być bryłą;

Niebieskich krańców straszydło,Jasności od siebie skrzydłoZapala! — Ona swe tchnienieWiała na twe urodzenie!.....

Dziś się tobą, nędzny, brzydzę;Służę ci, lecz nienawidzę!.................Wkrótce władza pożyczona,Z władzcą wróci w me ramiona;I na wieki ze mną będzie!.....Dziś w tych niższych duchów rzędzie,Co ukorzone czekają,Jaki rozkaz spełnić mają;Śmiertelny, i ja stanąłem,Przed twym prochem uklęknąłem,Przed zaklęciami twojemiNikczemna skorupo ziemi!!!

Powietrze, ziemia i morze,Gwiazda, twych przeznaczeń zorze;Wiatry, góry, noc ponura,Niebo i cała natura

Czekają na twe życzenia.Czego żądasz?.....

Zapomnienia!

Od kogo? — czego? — dla czego?.....

Zapomnienia żądam tego,Co jest w duszy mojéj głębi;Co skreślić usta potęgiNie znajdą. — Ach! czyż nie wiecie?.....

Wszystkie bogactwa na świecieMożesz posiąść — królów trony,Ludów podwładnych miliony!Będziesz władać żywiołami,Będziesz władać stworzeniami;Mocą słowa, ducha tchnieniem,Żywiołami i stworzeniem!

Tylko niech twoje żądaniaNie wyjdą z pod panowania,Danéj nam mocy!..... Mów czego?.....

Zapomnienia mnie samego!.....Czyż we władzy waszéj świecie,Nędzni, znaleść nie możecie,Zapomnienia?.....

Tajemnic księga,Dla nas otwarta, w ten kraj nie sięga;Lecz możesz skończyć istnienie?

Z śmiercią znajdęż zapomnienie?

Duchy co nie umierają,O wszech rzeczach pamiętają;Przyszłość, przeszłość najdawniejsza,Nam, jak chwila teraźniejsza!Z odpowiedzi cóż zgadujesz?

Ha, nikczemny! ty żartujesz?Przecież ducha mego władza,Jedném słowém was zgromadza!Wy: powietrze, ziemio, morze,Gwiazdo, mych przeznaczeń zorze;Wiatry, góry, noc ponura,Wy, niebo, dusza, natura!Kiedyż w boju ustąpiłyWaszym siłom, dzielne siłyDucha mego?..... Choć w skorupie,Choć duch ugrzązł w ciało trupie?.....Odpowiedźcie, albo drżyjciePodłe duchy, wnet ujrzycieCo ja mogę!......

Twoje słowa,Myśli twych własnych osnowa,Mogą za nas odpowiedzieć.

Mów jasno, co chcesz powiedzieć?.....

Jeśli prawdą, co powiadasz,Że zarząd duchów posiadasz;Duchy ci odpowiadają:Że, co ludzie nazywająŚmiercią, bez znaczenia w pośród nas!

Więc próżno wzywałem was;Nikczemni, wy nie chcecieSłużyć mi, lub nie możecie!

Żądaj, a tém co możemy,Chętnie tobie usłużemy!Wybieraj królów korony,Wojska i ludów miliony!Chcesz żyć długo — żyć bogaty?.....

Nikczemni, z długiemi latyCóż pocznę?..... te co minęłyTak mi się długo ciągnęły.Precz ztąd!.....

Jeszcze rozważ chwilę.Tyle władzy, bogactw tyle?Władza jestestw, rządy ludzi?.....Człowieku, nic cię nie złudzi?.....

Nic, nic, lecz nim was odprawię,Niech zmysły moje zabawięDuchowych istot widokiem!.....Stawajcie przed mojem okiem,Zosobna, lub wszystkie razem,Z właściwym duchom obrazem,W duchów postaci!.....

InnnéjInnéj nie mamy,Jako te, któremi władamyŻywioły; ich postaci używamy.Lecz mocą twego rozkazu,Przybierzem postać od razu.Jaką chcesz!.....

O! mniejsza o nię,Już dziś od żadnéj nie stronię,Żadna postać mnie nie nęci;Starszy z was niechaj przybierzeJaką sobie sam wybierze!.....Podług woli wybrać może.

Czy poznajesz?

Co widzę!..... Wiekuisty Boże!.....Tyżeśto?..... O jeśli ty nie jesteś marzeniemSzaleńca, jeśli nie jesteś widmem zwodniczém;O! jeszczebym o życie wołał z zachwyceniem,O ty z sercem anioła, z anioła obliczém;Ach jeszcze bylibyśmy!.....

O duszo! leć za nią!.....

Kiedy księżyc nad otchłanią,Modréj fali zajaśnieje,

Robak światłem gorejącyJasność po trawach rozleje;Ogień nad groby wstający,Płomyk nad łąką wątpliwy,Gwiazdy po niebie krążące,I głos puhacza jękliwy!.....Gdy w koło drzewa milcząceJak umarłe, nieme stoją;Żaden listek nie szeleści.Dusza ma uciśnie twoją,Wśród strasznych mąk i boleściPoznasz płomień potępienia!

Choć ciało uśnie głęboko,Duch twój nie znajdzie spocznienia,Są widma, których twe okoNie uniknie objawienia!Są myśli, których wrażeniaDusza twa na próżno stroni;W czas tajemnego marzenia,Drugą myślą nie odgoni,Przez urok tobie nie znany,Nie znajdziesz samotnéj chwili;Całunem mrocznym owiany,Napróżno duch się wysili;Mgła gęsta ducha więzieniem!

Chociaż gdy jestem przy tobie,Nie widzisz mnie twym spojrzeniemPoznasz w każdéj życia dobie,Ścigającą cię statecznieIstotę! — gdzie myśl obrócisz

Będę z tobą. — A tak wieczniePod mym wpływem, okiem rzuciszPo za siebie, i zdziwionyNie widząc mnie z twoim cieniem,Ledwo zdołasz przerażonyMierzyć przyczynę wrażeniem!

Straszne słowa wymówioneNad twą głową, wywołałyZemstą przekleństwo żywione;W matnię duchów cię oddały!Z łona burzy głos wyrwany,Radość ci z serca wymiecie;Z cichéj nocy pożądany,Pokój weźmie! — Gdy na świecieDzień zabłyśnie, ty szalonyZawołasz nocy burzliwéj.

Z łez twych zdradnych przyprawiony,Moją ręką jad straszliwy!.....Z serca twego najczarniejszęKrew sączyłem, — węża zdradyZ wdzięków twarzy pozbierałem,W ust zdradzieckich wdzięczne składyJak w róż krzewie; — wywołałemSłów twoich szczytne układy!.....I gdym oglądał trucizny twoje,Straszliwsze były nad wszelkie jadyNiebezpieczniejsze!.....

Przez serce twojeZimne, jak szczytów tych śniegi,

Przez jaszczurcze przymilenia,Przez zwodnicze ócz obiegi,Przez sztuczne duszy wzruszenia,Przez czułości udawane,Przez twoje uradowanie,Gdy widzisz oczy spłakane,Przez twe z Kaimem zbratanie!Noś ty piekło własne swojeW istocie ducha twojego.

Wylewam na głowę twojęPłyn czarny, mocą któregoHydrze zgryzot cię oddaję;Sen i śmierć odbiegną ciebie.Odpocząć, ni w śmierci krajePogrążyć potrafisz siebie!A przecież śmierć w każdéj dobieNie odstąpi cię na chwilę,Byś drżąc przypominał sobie:Że nie spoczniesz i w mogile!.....Nawa śmierci już nadpływa,W koło ciebie mgłą owianyŁańcuch dzwoni! — Klątwa mściwaGoni umysł obłąkanyZatrute serce!!!.....

I duchy mnie odstąpiły!...Zjawisk nadprzyrodzonych zawiodły mnie księgi;Zamiast mi ulżyć, jeszcze ranę rozdrażniły.Precz mocy czarodziejska, marne twe potęgi!!!...Cóż po tobie? gdy przeszłość nie w twojem władaniu,A o przyszłość ja niedbam, aż dni upłynioneNie runą w zapomnienie w przeszłości skonaniu;W odmęcie zatracenia wiecznie pochłonione!

O ziemio matko moja! o ty dniu wschodządzącywschodzący,Wy Alpy niebotyczne; jakżeście wspaniałe,Wonne wasze oddechy niesie świt wstający;Już i dla was uczucia serce me zmartwiałeNie znajdzie; — i ty, jasne, żywe oko świata,Otworzone dla wszystkich, radośnie witaneZewsząd, czmużczemuż twój promień do mnie nie dolata?...............Rzucam wzrok mój, z wierzhołka téj posępnéj skałyLeci w otchłań; zaledwie gdzieś tam zatrzymany

Na szczycie czarnych jodeł, wśród których z łoskotemSłyszę potok lecący zléwem wód wezbrany;Wód niedojrzeć szalonym nurtujących zwrotem;Ztąd te świerki jak zioła pozioméj budowy!...Straszliwa przepaść! jedno wiatru podmuchnienie,A duch wolny od więzów, przejdzie w żywot nowy.............Daléj, śmiało, tam mięszka śmierć i zapomnienie.

Przecież nie śmiem iść naprzód?.. ale i powrócićNie żądam; czuję mocno jak coś przyzywaKu przepaści;..... a przecież ja nie śmiem się rzucić?...Dreszcz mię jakiś ogarnia... przecież nie uciekam?...

Czuję że czas nie przyszedł; że jeszcze żyć muszę,Jeśli życiem się zowią dni które przewlekam! —

Czuję dziką pustynię co ciało i duszęZaległa;... duszy własnéj jam grobem!.. JedynaPociecha wszelkiéj zbrodni, własne ukojenieBez uroku jest dla mnie!...

Orle! twoja dziedzinaNiebo! Ty wzbity uroczo nad niebios sklepienieSpozierasz okiem w słońce, a szybkiemi pióry

Co raz wyżéj, i wyżéj ku niebu szybujesz!...............Jużeś zniknął! wpłynąłeś w ulotne lazury,Zkąd okiem błyskawicy zdobycz wypatrujeszNa ziemi i na niebie!.....

Ach! jak tu czarownie,Tu, w tym świecie widomym! On bosko jaśniejeW skutkach swych, w swéj przyczynie!.. Czemuż tak potwornieŚmiertelny w pośród cudów przyrody szaleje?...Panem ziemi nazwany, ten potwór pół boga,Pół procha!... Ni czołgać się, ni latać nie zdolny!...Między dwoma żywioły jaka wojna sroga;Słabością swego ciała pogardza duch wolny?Tam duma, tu nikczemność! — i tak aż do grobu!Tam najwspanialsze cele, tu, podłe przywary;Ważąc jedne nad drugie, zawsze bez sposobu;Nawet bez skutku, aż się przepełni brzeg czary,Roztrzaska się skorupa,... śmierć zaciśnie oczy,Człowiek stanie się... o czém ze drżeniem wspominaPrzed światem, i przed sobą!...

O głosie uroczyystyuroczysty!Pieśń ta boskiéj prostoty czasy przypomina,

Jest to pieśń przyrodzenia!... pieśń złotego wieku,Prawdziwa pieśń na fletni!... bo téż i w istocie,Mieszkańcze gór tych wolnych, przyrody człowieku,Ty prawdziwie używasz w żądz twoich prostocie!...Tu innego odgłosu echa nie przynosząTylko srebrny głos dzwonków trzody wracającéj,Lub głosy pieśni brzmiącéj szczęściem i rozkoszą!!!...

Czemuż nie jestem echem téj fletni jęczącéj?Niewidomym a żywym głosem przyrodzenia,Harmonią żyjącą, która w jednéj chwiliRodzi się i umiera, we wnętrzy stworzeniaRazem z swoją przyczyną!...

Nieszczęśliwe łowy,Koza którą ścigałem wśród skał się ukryła,Za tyle niebezpieczeństw zaledwie chleb dniowyCzém opłacę!... Lecz cóż to za człowiek zuchwały,Pogląda na nizinę z tych lodów nawały?Najdzielniejsi ze strzelców zaledwie téj skałyZnają wierzchołek. — Ubiór na nim okazały,Wspaniała jego postać, rzuca dumném okiemJak rolnik, który czuje że się wolnym zrodził;Pójdę ku niemu!...

Wieczność!.... idzie rok za rokiem,Aż podobny tym sosnom zeschnę i zbieleję,Jednéj zimy zniszczonych powiewem straszliwym,Zwiędną zielone liście, resztę wiatr rozwieje.....

Cóż po życiu którego wyrobem prawdziwym,Rzeczywistym, jest ciągły postęp ku grobowi!...Dni szczęśliwych! ach! pocóż ciągłe przypomnienie!?...Zmarszczki czoła mojego, długiemuż wiekowiWinienem? O nie! ja sto lat w jedno cierpienieWylałem nieraz; w jednéj przeżyłem godzinie!...............Miałżebym dłużéj dźwigać to jarzmo żywota?...

Wy zasypy, wy skały co gdzieś na równinieRunąć macie! — Zabijać tam gdzie mięszka cnota;Niszczyć trzody, gruchotać poziome budowy.....Zwalcie się na mą głowę, uścielcie mi grób!!!...

Już z niziny mgły lecą, wyższych gór połowyZasnuły, ulatują ranne dymy w słup;Powiem mu niech wnet znijdzie — dłużéj chwilę jedną,Straci drogę i życie!!!.....

Mroźne chmur tumany,Tam, już na gołolodach zaczepione bledną;Podobne do wezbranéj paszcz piekielnych piany,Wiszących nad przepaścią, której każda falaPędzi z szumem na brzegi gdzie czarty zebraneLeżą jak stos kamieni!... Dreszcz mię z nóg obala!

Idźmy bliżéj — jak on drży? jakie obłąkaneOczy?.....

Środkiem obłoków dróg sobie szukałyZerwane góry, całe lecąc na niziny;Łańcuchem Alp zatrzęsły, rzeki zdruzgotałyW ulotne mgły — aż znowu rozbite ich płynyPobiegły już gdzieś w innéj stronie zgromadzone.Tak przed laty czas zwalił potopu budowę,Górę Rozenberg, któréj szczyty wyniesioneRunęły!... Ach! dla czegoż nie na moją głowę!?!...

Stój, stój na miłość Boga! naprzód ani kroku,Stój, stój, albo zginąłeś!..... drżące nogi twoje!..

O byłby to grobowiec cudnego uroku!Grób to godny Manfreda!... O w nim kości mojeSpoczęłyby w pokoju!... dziś je wiatr rozwiejeMiotając po tych skałach wiry szalonemi.

Bądź zdrowe piękne słońce! tło twoje jaśniejeOstatni raz nademną!... promieńmi jasnemiUjrzysz zgon, ale przecież nie chciéj mi złorzeczyć,Boś jaśniało nie dla mnie!... Ziemio weź te pyły!!!...

Stój szalony! ty śmiercią chcesz się zabezpieczyćOd zgryzoty! Po co krwią twoją dzień tak miłyChciałeś zasępić!... Pójdź, pójdź, już zejdźmy z téj skały;Ja ciebie nie odstąpię?....

Precz!... ja skończyć chciałem,Nie wiesz jakie męczarnie serce zgruchotały.Puść mnie, ciemno mi w oczach!... góry te nawałemWirują w koło,... oczy już me ociemniały.....Kto ty jesteś?...

....Pójdź! Kto ja jestem, powiem w czasie!...Już się rozjaśnia niebo, trzymaj się ramieniaMojego, tak — dłoń prawą wesprzyj na mym pasie,Tak — ten kij weź w lewą — tak, nie puszczaj rzemienia,Tak, dobrze!... Za godzinę odpoczniemy w chacieMojéj;... nie długo nagie urwiska miniemy,Tak, tak — dobrze!... wyborny strzelec byłbyś bracie,Teraz spuszczaj się śmiało — za chwilę spoczniemy!...