Młodym oficerom

Lucjan Szenwald (1909–1944)

Młodym oficerom

Nie masz pasowań bardziej zaszczytnych i wkrótceO cnocie Waszej pole bitewne się dowie.Szabla, przez wzruszonego ujęta dowódcę,Dotknęła, młodociani, Was — oficerowie!

Patrzałem na Was — pięknych w błękitnym szeregu,Na powstających z kolan patrzałem jak w tęczę —Pierwsi oficerowie polscy na tym brzegu!Wam ten wiersz niby drzewce honorowe wręczę!

Strzeżcie w sercu przysięgi, jak relikwię chrońciePocałunek ojczyzny, tą szablą nadany,Iżbyście byli grozą dla wroga na froncie,Iżbyście byli siłą, co skruszy kajdany!

Ojczyzna postawiła Was na jasnym czoleSwoich zbrojnych oddziałów — wyście jej nadziejąUczcie się rozkazywać: Zahartujcie wolę!Niech dłonie, trzymające cyngiel, nie omdleją!

Uczcie się rozkazywać! Z płomieniem na twarzyRzucajcie słowo, które, nim czynem się stanie,Wrzód w sercu wykonawcy jak iskra się żarzy,I jak bagnet wrogowi idzie na spotkanie.

Sięgajcie — wszystko stanie się, co pomyślicie,Oni pójdą za Wami w samą gęstwę burzy,

Z której się niebo czyste wolności wynurzy,A wolność — znaczy oddech, oddech — znaczy życie.

Na bój! Zaległy w lesie kompanie piechoty,Gotowe do ataku. Armaty powoliObwodzą luf oczami bastiony niewoli:To wzleciała rakieta? To świt jakiś złoty?

Naprzód! Rozwiązać naród z pęt obcej przemocy!Czarne widmo rodzimej przemocy wyświęćcie.Będzie Polska: powszedni dzień, odbity w święcie,Myśl dobra, spływająca z ciepłych skrzydeł nocy.

Młode matki z kwiatami niemowląt u łonaŚpiewając wyjdą z chaty, i nikt nie policzyRzęsistych łez radości, i lud — budowniczyWyhaftuje na płótnie wstęg — Wasze imiona.

Nowe Widnokręgi, 1943 r.