Zakopiańska bajka
„Kto chce mieć zbójnickie złoto„Po miesiączku w las mu trza,„Ale ten niech idzie po to,„Kto sposoby dobrze zna.„Trza mu iść pod stary buk,„W korze niechaj krzyż naznaczy„I zaprzęże w jeden pług„Siedm źrebców z jednej klaczy,„Urodzonych w jednym dniu,„Jednej maści, jednej miary,„A skarb ziemia wyda mu“.
Tak w szałasie baca staryJak mawiali ojce starzyDo juhasów cicho gwarzy.Ogień skwierczy popod ścianą,Lecz go wiatr przez szpary gasi,— „Maciek! dorzuć tam polano...“Cicho baco, śpią juhasi —A choć słyszy jeszcze MaciekDarmo teraz wołać go,Tak się cały myślą zaciekł,Gdzie to takie źrebce są,Skądby takie źróbki mieć,
Coby jednę miały szczećI w dniu jednym wedle gadkiOd tej samej były matki.
Zagasł ogień popod ścianą —Już i baca w kącie śpi.
Ledwie słonko wyszło ranoZ baranami chłopcy szli.
Dzwonią dzwonki, skot się pasie,Maciek został sam w szałasie.Siadł na progu — duma sobieJedną myślą wciąż się biedzi,Aż tu spojrzy — a tam w żłobieNa drobiazgu kwoka siedzi.Spędził kokosz — duma sobie,Schmurzył czoło skłopotane,Wreszcie klasnął w ręce obieI poskoczył przez polanę.Wpadł w kosówkę, rwie gałązki,Struga, klini, zgina w łuk,Spodem wprawi kozik wąskiI już gotów mały pług.Potem z guńki wyrwie nici,Bicz ukręci, lejce zwiąże,Siedm kurząt w lot pochwyciI do pługa je przyprząże.— „Wiśta, hajta źróbki gniade!„Hej, orajcie mi głęboko,„Hej orajcie mi głęboko,„Kiedy nocką w bór pojadę!“
Trzoda, becząc z paszy wraca,Maciek duchem w lasy bieży. —Wokół kotła chłopcy, baca,Niema Maćka przy wieczerzy.
Wyszedł miesiąc pozłocistyIdzie granią po Koszystej.Maciek z kurzętami w garściŚmiga jeno poprzez chraści,Siedm rzek ostawił w tyle,Siedm gór i dolin tyle,Przebył gąszcze i ruczajeI pod starym bukiem staje.Bór w około ciemny, głuchy,Nocny jeno huka ptak —Jęk puszczyka dobry znak!Dobądź pługa z za pazuchy!Rąbanicą zaciął w buk,Echo wtórzy mu: stuk, stuk...Krzyż wycięty już na korze,Teraz śmiało orać może.Dobył pługa, zaprzągł kurki,Ujął krzepko lejców sznurki,Zaciął biczem, ziemię orze,Puszczyk jęczy, huka w borze.Kurki mu orają w lot,Siągę kopią, kopią głębiej,Na nim wybił siódmy potI włos mu się na łbie dębi.Wtem żelazo w ziemi zgrzytnie,
Drugi miesiąc błysnął z doła —Świeci, miga, skrzy błękitnie„Mam cię skarbie“ — oracz woła.Chybnął w dziurę, sięga dłonią,Własnym oczom swym nie wierzy,Lecz dukaty w ręku dzwonią,Lecz stos złota przed nim leży.Do cna wybrał wprzód czerwieńce,Potem kolce i pierścieńce,A gdy wreszcie noc pogodnaRozwidniała jutrznią białą,Dobył złota górę całą,A nie mógł się dobrać do dna.
Maciej Szukiewicz.