Braciom pieśniarzom (Pieśni swej gniazdo...)

Maria Konopnicka (1842–1910)

I.Pieśni swej gniazdo ptaszęce zlepPod nizkiej strzechy belką,— A zaś ją wypuść w niebieski sklepNieogarnioną, wielką!

I daj jej płynąć, jak płynie zdrójBłękitną ciszą w zorze,A zaś jej pęd daj, puść w huk i w bójWód grzmiących, co rwą w morze!

I daj swej pieśni poszept ros,Gdy z polnych ziół oblata,A zaś tak wielkim uczyń jej głos,Jak wielkim jest ból świata!

II.Złotą swą pszczołę wypuścił PanW zaranie świata...Z kwiatu na kwiat, z łanu na łanOdtąd przelata.

I pije rozkosz, i pije ból,I trwa jej praca,

Aż nasycony z oblotu pólDuch się powraca.

I w złotych kroplach wysącza miódNa pokolenia...I pije słodycz wieczystą ludW pieśni natchnienia.

A gdy ostatnią wysączy duchKropelkę miodu,Zapuszcza żądło — na ból, na ruchW piersi narodu.

III.Błogosław, bracie, piosnce twej,Gdy złotą czarą w słońcu skrzy,I wtedy jej błogosław też,Gdy z czarnych krużów sypie łzy.

Błogosław, gdy ma ptasząt głos,Wiosennych ranków woń i blask,I wtedy — gdy w niej huczy gromI porażonych dębów trzask.

Błogosław, kiedy, kojąc świat,Na srebrnych strunach ciszy gra,I kiedy woła w krzyk i w bój,Gdy w prochy ducha pada skra.

Gdy pcha cię w czyn, gdy budzi cięHejnałem zorzy z marnych snów...I gdy cię tuli w wieczny mir,— Błogosławiona! — do niej mów!

IV.A jak śpiewać, to już śpiewać,Jak ptaszkowie leśni,Ani wiedząc, ani dbając,Czy kto słucha pieśni.Nigdy ona nie stracona...Pochwycą ją drzewa,W wiosny szumie, jako umie,Bór ci ją odśpiewa.

A gdy śpiewać, to już śpiewaćOd serca, od ucha!Piosnka wrąca, krew gorącaŻywym zdrojem bucha.Pieśń — nie woda, mocy doda,Jak Piastowe miody...Tyle życia, co serc bicia,Co w pieśni pogody!

A gdy śpiewać, to już śpiewaćJako duszy wola,Na te łany, na ugory,Na te puste pola...Toć jak chleba im potrzebaPlennej pieśni siewu...I o wiośnie nic nie wzrośnieBez pługa i śpiewu!

A jak śpiewać, to już śpiewaćPo tej rannej rosie...— Leć świtaniem, z zorzy graniem,Pieśni żywy głosie!Z białą rosą echa niosąSzeroko, daleko...Niech cię słyszą ranną cisząZa górą, za rzeką!

A gdy śpiewać, to już śpiewać,Choć się rozstąp ziemio!Chociaż burze pieśń zagłuszą,Choć gromy oniemią,Przejdzie burza za podgórza,Ugasną pioruny;Ścichnie klęska, a pieśń męskaZnów uderzy w struny.

A jak śpiewać, to już śpiewaćPod wielkim błękitemKupą, chórem, z wichrów wtóremI z czołem odkrytem...Na ogromnym, żniwnym łanieW żywe wniebogłosy,Kiedy żeńce chwycą w ręceI sierpy i kosy.

A jak śpiewać, to już śpiewaćOd nieba do ziemi,W prostej wierze, bratnio, szczerze,A między swojemi!Dan, czy nie dan poklask pieśni,A co mi to płaci?Nie ja stroję gęśle moje,Ale miłość braci!