Co pocznie (Konopnicka, 1915)
Wśród nocy — własne oczy jej świeciłyZgrozy pochodnią...Biegła, bo ustać nie miałaby siłyPod swoją zbrodnią...Od wichru myśli na głowie jej wstałyZburzone włosy...Biegła — jak gdyby poświsty ją gnały,Lub rózeg ciosy.Bose jej stopy ślad wgniotły leciuchnyW śnieg srebrny, świeżyAż tam, gdzie śpiący synek jej bieluchnyPod murem leży...Gdzież biegnie? — Pójdzież zapytać się rosy,Czy go wyżywi?Czy też rwać pocznie stargane swe włosy,Jak nieszczęśliwi?Czy pójdzie nocy tej błagać, by cieniemCzoło jej skryła?Żeby jej ziemia rzuconym kamieniemNie znieważyła?Czy pójdzie w lasy bić głową o sosny,Gdzie pustka głucha?Czy stanie nagle — i w głosek żałosny,Drżąc, się zasłucha?Czy pójdzie w góry, co stopy jej krwawićZębami poczną?
Czy wróci blada, by dziecię swe zbawićPrzed dolą mroczną?Czy jak zdeptane stokrocie na łące,Ugnie swe czoło?Czy wbije oczy, jak noże płonące,W ciżbę wesołą?Czy krzykiem pójdzie rozbudzić potęgi,Co drzemią senne?Czy w twarz, z policzkiem, odrzuci przysięgiZdrady płomienne?Czy stanie tutaj pod niebios pręgierzemW błyskawic wstydzie?Czy pójdzie los swój podzielić ze zwierzemI żyć w ohydzie?Czy, załamawszy ręce, jak Niobe,Tu skamienieje?I stać tak będzie, aż wieku chorobęWyleczą dzieje?Czy, jak drzewina, gdy robak ją stoczy,Padnie wśród drogi,A w prochu zdepcą blask płowych warkoczyPrzechodniów nogi?Czy prawodawcom ukaże się we śnie,Jak widmo drżące,I zbudzi sennych, wołając boleśnie:»Jest nas tysiące!«Czy pod mur wróci — i porwie na ręceSwego chłopczyka?Czy zacznie szarpać to ciałko dziecięce,Jak lwica dzika?Czy pójdzie prosić jasnego miesiącaO srebrny rąbek,
By cieplej spała dziecinka jej drżąca,Biały gołąbek?Czy pójdzie prosić gwiazd, żeby go strzegły,Bo matki niema?Czy zaklnie cienie, by za nią nie biegły,Jak anatema?Czy poda piersi raz jeszcze przed świtemDziecku u łona?Czy krzyk natury zagłuszy swym zgrzytem,Padnie i skona?...O myślicielu! Co pocznie ta matka?To drobne dziecię?...Milczysz? — Jak ciemną jest życia zagadka!Ileż łez w świecie!...