Gore! (Konopnicka, 1915)
Dzwon! dzwon na trwogę!...To w bratniej gdzieś stronie!Widać... o! widać zorzę purpurową...— Czechy, ratujcie! rodzinny dom płonie!Dach wam się wali nad głową!Gore! kto żywie, kto w piersiach ma ducha,Śpiesz, śpiesz z pomocą! Już pożar na szczycieRojem skrzydlatych płomieni wybuchaI szuka drogi w błękicie!Śpiesz! Już ogniste jaskółki obsiadłyRzeźbione fryzy, od dołu do wierzchu...Już się rozwiodła krwawemi widziadłyŁuna w wieczornych zórz zmierzchu!Już syczą węże płomienne, już w kłębyWzdłuż ścian się wspięły ohydnym pierścieniem...Już duch zagłady opasał te zrębyTragicznem swojem ramieniem!Gore! ach gore! snop iskier wylata,Jak pszczół płonących czerwone roisko...Gryzące dymy, jak zgieł brudna szmata,Po ziemi wloką się nizko.
Wody, Wełtawo! Hej, fale wy szumne,Wstrzymajcie swoje srebrzyste pochody!Tu, w górę wznieście potężną kolumnę,W serce płomieni! Hej, wody!...Bij, orle, skrzydłem na trwogę w mgły sine!Zbudź góry czeskie, las czeski zielony!Niechaj uderzą przez całą krainęWszystkie wieżyce we dzwony!Niechaj kto śpieszy znanemi ścieżkami,Niech z Białej Góry garść ziemi kto poda!Może z niej tryśnie żywymi zdrojamiKrew bohaterów, łez woda!Piersią zasłonić te mury! — Gdzie synyW siwiźnie klęsk swych stojącego grodu?Gdzie lud tej głośnej z swych nieszczęść krainy?Gdzie bracia tego narodu?Na pomoc śpieszcie! na pomoc! ja sama —Puśćcie mnie tylko — nie lękam się żaru...— Ach! już runęło! otwarta już bramaDo płonącego Tartaru! —Ach! już runęło! już niema nadziei!W gruzy się skarbiec rozpadł narodowy! —Kędyż ty, »słowo«, wśród wichrów zawieiSierocej nakłonisz głowy?Gdzie się przytulisz, o czeska ty lutni?Duchu praojców, gdzie będziesz uczczony?Zgorzał już dom twój, a my stoim smutniZ załamanemi ramiony!Będziesz ty chyba, jak gołąb ów siwy.Latać po lasach i po drzewach siadać,
I cichym rankiem los swój nieszczęśliwyDębom starym rozpowiadać.Będziesz ty chyba, jak duchy pokutne,Nad Białą Górą we mgłach wstawać nocą,Na harfie wichrów grać pieśni swe smutne,Rozwodzić skargę sierocą!Idź, idź, wygnańcze z rodzinnej twej ziemi!Zwalił się dach twój, strzaskany od gromu...Głownie dziś sterczą nad mury twojemi...Idź, idź! ty nie masz już domu! —Poszedł... wiatr powiał i poniósł wzdłuż krajuIskry i dymy i płacz i westchnienia,Poszedł — jak Adam, wygnany precz z rajuOgnistym mieczem płomienia!I wróci w cichą pogodę majowąSłowik — i pieśni w dąbrowie zanuci;A ten duch-tułacz, bez dachu nad głową,Kiedyż, o bracia, powróci?!...
Ojczyzno dzielnych! o sławna ty Prago,Stara chrzcielnico narodów, do pracy!Powstańcie męże, powstańcie junacy —Połowa czynu — odwagą!Zebrać te gruzy! — Gmach nowy tu stanie;Dalej do pracy pospołu!Wszak życiem świata — ciągłe zmartwychwstanieI odrodzenie z popiołu! —