Król Mistral

Maria Konopnicka (1842–1910)

Nad kwieciem łąk świeżych,Nad wieczną wiosną,Tam skalne głowiceW obłoki rosną...Nad skały, obłoki,Nad lodzisk szronSrebrzy się, iskrzy sięKrólewski tron....Biada wam, kwiaty! Biada wam, doliny!

Na tronie szalonyKról się przewala;Widać go, słychać go,Jak huczy z dala...Widać go, słychać goSkróś śnieżnych pól,Jak rwie się, jak tarzaSzalony król.... To Mistral! Wstaje zmroczony i siny!

Już chmurnie się kłębiW przerażeń kształty,Już w wściekłym szaleństwieŚmierć śni i gwałty...Już gardziel mu ściskaŁkanie i śmiech,

Już z piersi wypieraŚwiszczący dech....Drżą serca w liljach i polne drżą róże...

Porwą się rozjękiZ zamierzchłych cieśni,Zawyją, zawiodąRozpaczne pieśni.Zawyją, zawiodąPotworny chórBezdenne przepaścieI szczyty gór....Szczytów i głębin chór — przeciw naturze.

Leci pieśń okropnaW pomierzchu nocy,O klątwie bez siły,Klątwie niemocy.I słucha jej zgrzytówSzalony król,I wściekłość go dławi,Dławi go ból......Przekleństwo krańcom niemocy i siły!

Straszno mu, duszno muNa skrzącym tronie,Pędu chce, lotu chceW wichrów koronie.Aż czołem uderzyW chmur czarnych próg,I zadmie w litauryŚmiertelnych trwóg....Już trupią się bladością oliwy nakryły...

Rozwarły się przed nimPowietrzne szlaki,

Wzleciały chmur stada,Jak trwożne ptaki...Nic go już nie wstrzymaSkróś mglistych pól,Już zerwał się z tronuSzalony król!...Cyprysy ziemię umiatają włosem...

I rzucił się w skokuLew on straszliwy,I rozpruł powietrzePochrzęstem grzywy.I w drugim się skokuRzucił na łówI puścił smycz mglistąWyjących psów....Okropnym echa zaniosły się głosem...

Sam łowiec, sam zdobycz,Pędzi, pomyka,A za nim piekielnychWichrów muzyka.Sam łowiec, sam zdobycz,W poświstach trąbPomyka, dopada,Stacza się w kłąb....Ode dna Rodan zahuczał spieniony...

Stacza się, rozkłębia,Zrywa, szaleje;Grzmią rykiem, grzmią śmiechemPowietrzne knieje...Grzmią rykiem, grzmią śmiechemWyjących sfórBezdenne przepaścieI szczyty gór....To Mistral! To król Sewennów szalony!