La Armana Prouvençau
Kiedy kwieciem sady pruszą,Gdy probuje słowik tonu,Prowansalska armja śpiewnaWylatuje z Awinionu.
Pszczelnym rojem z brzękiem leci,Z brzękiem pieśni i gitary,Oblatuje kraj swój stary»La Armana Prouvençau«.
Pszczelnym rojem na kwiat pada,Na kwiat podań wiecznie młody,Z szczerozłotej pieśni luduSzczerozłote bierze miody.
Oblatuje winnic wzgórza,Oblatuje łąki, gaje,Za oraczem miedzą chodzi,Przy pastuszku bosym staje.
Na brunatną pada ziemię,Tchu jej słucha, pulsów bicia;
Od jej serca — do swojegoWiąże złotą strunę życia.
Gdzie w ruinach cząbry pachną,Czarodziejskie kwitną moce,Jak żórawi klucz, tam spadaW księżycowe, ciche noce.
I na starych murów zrębie,Gdzie głaz każdy mówić umie,Składa skrzydła swe w zadumie»La Armana Prouvençau«.
Jako klinga saraceńska,Nów stalowem ostrzem błyska,Szepcą stare mogilniki,Starych Celtów uroczyska.
Letnie noce jasno świecą,Letnie noce cicho gwarzą;Z obróconą w gwiazdy twarząŚni »Armana Prouvençau...«
Gdzieś od słupów HannibalaOd Sewennów wiatr powiewa,W druidyczną harfę trąca,Druidyczne pieśni śpiewa.............A gdy słońce strząśnie z duszyMgły stuleci, zmierzchy świata,Jak motyli rój, wylata»La Armana Prouvençau...«
Na wiosenne leci błonia,Na Kamargi jasne brzegi,
Gdzie szafirem i szkarłatemMaj wyszywa kwietne ściegi.
Gdzie fijołki patrzą żyweZ smagłych twarzy Arlezjanek,W świeży, złoty leci ranek»La Armana Prouvençau«.
Z róż, otwartych pocałunkiem,Bierze barwy, chwyta wonie,W cyprysowem zadumaniuDługich, ciemnych rzęsów tonie.
W słońcu złoci struny swoje,Żar rozkoszy w pieśń przelewa,Kocha — żyje, żyje — śpiewa»La Armana Prouvençau...«
A gdy wraca się z oblotu,Jak skowrończych legji chmura,Leci zawsze przez Wokluzę,W srebrnej Sordze macza pióra.