O krasnoludkach i o sierotce Marysi — IV — II

Maria Konopnicka (1842–1910)

Czy to gołąb leśny gruchaTak tęskliwie, a żałośnie,Czy to słowik tak zawodziPo minionej dawno wiośnie?Czy to puszcza tak sumuje,Czarna puszcza, w mrokach głucha,Czy tak lata nad polamiZ głośnym jękiem zawierucha?Ej! nie gołąb to, nie słowik,Ej! nie puszczy to są jęki,Ale matka odumieraSwojej małej sieroteńki!Kto pożywi? Kto napoi?Kto przytuli ją na świecie?Z modrych ocząt kto łzy otrze,Kto przygarnie cudze dziecię?Kolebała ją w kolebceZ złotej trzciny, rokiciny,

Teraz dla niej czarna ziemia,I zapiecek z twardej gliny.Piosnką uśpi ją, bywało,Piosnką rankiem ze snu budzi,A teraz ją wołać będąZimne głosy obcych ludzi.Hodowała ją, jak ptaszę,Białym chlebem, złotym miodem,Teraz gorzki kołacz nędzy,I sieroctwo przyjdzie z głodem.Z lnów bielutkich płótno tkałaNa koszulki, na zawiązki,Teraz przyjdzie sieroteńceW zgrzebnych szmatach pasać gąski!Gaśnie słonko za górami,Zachodowe gasną zorze,Odumarła matka dziecię,Odumarła w Imię Boże!