Na skrzydłach pieśni
Poezye. Serya druga
Na skrzydłach pieśni dusza moja lataNad okręgami błękitnego świata,Który gdzieś, kiedyś, na ziemi czy w niebie,Bóg musiał stworzyć dla mnie — i dla ciebie!Czuję w powietrzu kwiatów jego tchnienia,Szum jego lasów zadumanych słyszę,Znam jego blaski i jego zaćmienia,I pieśni jego — i ciszę!A przecież nie wiem, czy on jest zjawiskiemSennym, czy może drobnem gniazdkiem ptaszem,Czy nawet tylko uśmiechem, uściskiem,Tęsknotą, pragnieniem naszem?..Wiem, że myśl moja tam światłem się poi,Jak ptak, co leci do słońca o świcie...Wiem, że tam kiedyś, u srebrnych podwoi,
Ducha twojego spotkałam w błękicie.A przecież nie wiem, kiedy z tobą jestem,Czy się wznosimy, jako dwa płomienie,Czy jak dwie gwiazdy spadamy z szelestem,W powietrzu lekkie zostawiając drżenie?Wiem, że nie znajdę nigdzie ukojeniaI wieczną będę trawić się tęsknotą,Dopóki żarów mojego pragnieniaTam nie ugaszę czarą szczerozłotą!A przecież — nie wiem, jaka wiedzie drogaW ten świat uroków i ożywczej siły...Czy wskróś przez słońce, jakoby do Boga,Czy wskróś przez ziemię, jakby do mogiły?Ja tylko czuję, że on gdzieś istnieje! —Jak żeglarz, kiedy odwagę utraca,Na brzeg daleki, co w mgłach gdzieś sinieje,Gasnące oczy obraca;I jak rozbitek w uniesionym kwiecieZgaduje bliskość ziemi i zbawienia;Tak ja o naszym tym błękitnym świecieMarzę z jednego słówka i spojrzenia.Gdy na twych piersiach, cicho tuląc głowę,Śnię przyszłych świtów odblaski różowe,Gdy myśl się twoja z moją myślą splata.Wiem, że ta chwilka jest z „naszego świata”.Dusza mi wtedy cała błękitnieje,Jakby w niej gwiazdę rozpalił kto złotą...
I znowu płonie nadziemską tęsknotą —I znowu wierzy, i znów ma nadzieję!Na ustach gasną żary słów tej ziemi,Myśl się prześwietla blaskami miesiąca...W ramionach twoich, cicha, dumająca,Oczu twych szukam oczyma smutnemi...I wiem, że nie ztąd rodem my oboje,Że zgiełk ten próżny, który nas dolata,Namiętne drobnych celów niepokoje,Walki nędz pełne — nie z „naszego świata”.Lecz gdy ta chwilka przebłyśnie nad głową,My, jakby z raju wygnani nanowo,Na ustach nosim ziemi czcze uśmiechy,I łzy jej w oczach — i w sercach jej grzechy! —Ach, kiedyż, kiedyż, wolni, jak dwa duchy,Żądz tych i pragnień zerwiemy łańcuchy?..I wyzwoleni będziem od serc bicia,I od rumieńców nagłych, i — od życia?Idziemy smutni, idziemy znużeni,Przez państwo ognia i bólów, i cieni,I tylko cicha tęsknota palącaWróży, że kiedyś dojdziemy do końca. —Lecz zanim życie z swą nędzą się prześni,Dusza się moja zrywa — i ulataW górę, tam, w górę, do naszego świata,Na skrzydłach pieśni! —