Rozsypana perłami

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye. Serya druga

Rozsypana perłami po wrzosach na łące,Rozbit w lotne cienie i w błyski mdlejące,Spadasz, nocy majowa, nad bezsenną skronią,Chórem pieśni słowiczych i jaśminów wonią.Chceszże ty upojeniem uśpić mego ducha,Co w namiętnych porywach i żalach wybucha?Chceszże w sercu, co w piersi drży smutne i chore,Uroków zapomnienia dać pełna amforę?O nigdy! — Ja źrenice me niepocieszoneOdwracam od twych czarów, jakby od trucizny,I przez mgły twoje srebrne, na ziemię rzucone,Widzę świeże jej rany — i dawne jej blizny, —

I łzy jej — i upadki — i więzy i winy,I nędzę myśli bożej — w posągu tym — z gliny!Ach próżno mnie chcesz łudzić urokiem twej ciszy!Okrzyk ginących w walce ucho moje słyszy...Przenikliwy, rażący, jak strzała, co leci,By paść kędyś u celu odległych stuleci.O! daj mi w nim zatonąć całą mą istotą!Zgaś nade mną te gwiazdy, które igłą złotąHaftują ciemny lazur w lotne arabeski...Spokój twój jest złudzeniem dla tych, którzy drzemią;A całunem śmiertelnym nad pełną łez ziemią,Jest ten, srebrem utkany, cichy strop niebieski.O różo! cofnij usta koralowe swoje!..Precz od piersi z uściskiem, błękitne powoje!Słowicza pieśni, zmilknij! zwiej się, mgło rozlotna!Wy mi w skrzydła uderzcie, lasów ciemnych szumy!I niechaj ja zostanę wśród mojej zadumyTak, jako zawsze byłam... smutna — i samotna.