Zeszlij nam, Panie

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye. Serya druga

Zeszlij nam, Panie, z czarnego klęsk dworu,Zamykanego na rdzą krwawe klucze,Raczej sinego anioła pomoru,Co ma u zwiędłych ramion skrzydła krucze —I jak nietoperz, albo nocne ptaki,Lata nad ziemią lotami cichemi,Bladych upiorów werbując orszaki —I psy wyć ucząc, gdy chaty oniemi;Zeszlij nam raczej z przepaści twych głębiDucha, co trzyma związane rzek końce,Jak trzepocących się skrzydła gołębi,A gdy je puści, to lecą szumiące —I piór swych bystrych srebrzyste całunyWloką przez pola, kurhany, piołuny,Chrzcząc je straszliwym chrztem — i bez imienia,Lub dając imię — pustki i zniszczenia;

Zeszlij nam raczej mglistego anioła,Co dmucha w kłosy puste, jak we fletnie,l w ziemię kładzie dziatki małoletnieI — „chleba" — skrzypem komór pustych wola,I we łzach macza każdą łyżkę strawy,I nie jest z jasnych aniołów, lecz — krwawy;Zeszlij nam raczej pełnego skier ducha,Co z trzaskiem w cichem powietrzu wybucha.Jak pękająca meteorów raca,A potem cały dziwnie się wyzłaca,I z włosów strząsa gorące popioły,I jak ptak siada płonący na drzewa,I w czarne pióra dymu się odziewaI leci, jako strącone anioły,W gruzów — i ruin — i rozwalisk prochy,Dziwnemi jęki zawodząc i szlochy;Zeszlij nam raczej wszystkie Twoje klęski,Niechaj tu chodzim, jak hufiec męczeński,Bladzi od płaczu — i od smutków mgliści:Lecz odejm od nas — ducha nienawiści!