Zgubionej w cichym
Poezye. Serya druga
Zgubionej w cichym i samotnym lesie,O! jakie mi się wydają nędznemiWalki, rozterki i burze tej ziemi,Które tam w dole wiatr niesie!Sprzeczne dnia hasła ni o jedno tętnoNie przyśpieszają serca mego bicia;Falą, przedsenną, falą beznamiętną,Uderza we mnie puls życia.Nad leśnym kwiatem schylam się marząca,I wywróconych dębów depcę trony,I słucham pieśni, którą ptak natchnionyW błękitach śpiewa dla słońca.Na ścieżce mojej tańczą iskry złote,Wśród szmaragdowych mchów; różowe wrzosy,Trącone stopą, strząsają deszcz rosy;W powietrzu czuję tęsknotę.
Czy są gdzie ludzio — nie wiem i nie pomnęNi ich miłości, ni ich nienawiści.W świątynie ciszy wstępuję ogromne,Z zielonych bluszczów i liści.Samotność żarem na lica mi bije...Po drzewach idą szelesty i dreszcze...Ach! czy ja żyłam dotychczas? czy żyję?Czy będę kiedy żyć jeszcze?Za cichem szczęściem wyciągam ramiona...Czyż, zawsze, zawsze mam tęsknić daremno?..Przez liście olszy dnia jasność przyćmionaRzuca się łuną tajemną...Nigdyż ustami nie dotknę tej czary,Zkąd wzrokiem tylko chwyciłam płomienia?Cisza — w przepaściach szmer słyszę i gwary,I drżę — od liści tych drżenia.Dusza się moja westchnieniem rozwiewaW ulotne błyski, i mroki, i dźwięki...— Stój! słyszę nutę znajomej piosenki...Nie! to las szumi, to drzewa!
Wildniss.