Na Czorsztynie
Poezye. Serya pierwsza
Oj! zatęsknił Czorsztyn białyNa samotnej skale;Oj, wypuścił wzrok, jak strzałyPrzez Dunajca fale.Tam na brzegu, jak dziewicaW przeźroczystej bieli,Pluszcze stopy swe NiedzicaW krysztalnej kąpieli...Oj, zmąciła modra wodaJasne swoje łoże;Zakipiała dusza młoda,Jako sine morze.„Lećcie orły, lećcie w swaty,Przez błękitne tonie!Niech w jutrzennych zórz szkarłatyLuba ma zapłonie...Zwiń się lesie nad jej czołemW zielony wianeczek
Ty Dunajcu zwiń się kołemW złoty pierścioneczek.Mgły niech rańtuch jej uprzędąPowiewny, bieluchny;Sine wierchy niech jej będąZa drużby i druchny.W organ burza niech zahuczy;Wicher niech zaśpiewa;Niech rozplecie włos jej kruczyBłyskawic ulewa.Niech nam drogę umiatająPoświstami wiatry;Niech nam chleb i sól podająPioniny i Tatry!Lećcie orły, proście gościNa weselne gody:Mchy siwiutkie od starości,Żywych źródeł wody,Drobne, nikłe macierzanki,Zpod krupiańskich stoków,Mgły z Leśniczej, zwite w ktankiI słonko z obłoków;Górką ścieżkę — tanecznicę,Górską dziatwę — jodły,Jasnookie błyskawice,Coby orszak wiodły.
Gęślarz — echo się odzywa,Szumi las dokoła...Sokolico! matko siwa,Przeżegnaj nam czoła!