Na Dunajcu (Wąziutkie nasze łodzie, przepięte łańcuchem...)

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye. Serya pierwsza

Wąziutkie nasze łodzie, przepięte łańcuchem,Lekko mkną po Dunajcu sennym jakimś ruchem,I tak modrawą falę przecinają gładko,Jakby ptastwa wodnego żeglujące stadko...Z lewej i prawej strony dwie ściany skalisteWyciągają się ku nam w cienie długie, mgliste:A Dunajec drga lekko w migotliwe skręty,Sunąc, jako wąż w trawie piersiami wygięty.Wiosło uderza miękko, niby pieszczotliwie,A człowiek ledwo wierzy, że na ziemi żywie;Bo świat tam, z drugiej strony, do skał gdzieś przyparty,A widok tylko w niebo błękitne otwarty.

Lecz fala w węższy parów głębiej się już wkrawa;Aż na skrytym „niedźwiedziu” nagle dęba stawa,

Ciska pianę, jak rumak wstrzymany wędzidłem,I, jako górski orzeł, skałę bije skrzydłem,I, jak tur, wściekłem czołem dno przepaści bodzie,I z stromych barków gniewnie zrzuca nasze łodzie,I w kółko się okręca, i zżyma i krztusi...Ejże! zwróci się w biegu i niedźwiedzia zdusi! —

Lecz patrz! góry cofnęły swe kamienne czoła...Zaśmiała się nad brzegiem góralka wesoła,I kąpiąc w złotym żwirze bose swoje nóżki,Wbród podaje pachnące groszki i ostróżki.Zebrała je porankiem, w Leśniczej, na Rusi,Nim zwiędną, szumnym Laszkom rozprzedać je musi.A tuż nad nią źródełko żywej wody bije,Więc czerpie śniadą rączką i do gości pije.Ej, Dunajcu! rozmarszcz się, jeśli twoja łaska,I nie mąć odbitego w twej fali obrazka;Niechże ja się napatrzę tej bosej góralce!

NieźwiedźNiedźwiedź już tylko zdala mruczy coś po walce;Plusnęły wąskie wiosła w lewą, w prawą stronę;Łodzie się przytuliły, jak ptaki spłoszone,A cisza rozmarzona, skrzydlata, pieściwa,Dunajec, nas i góry w swe rąbki okrywa.

Fala się niby modli, jak harfa zaklęta:To przed dziczą uchodzi nasza Kinga świętaI stopy swe, znużone podróżą niezwykłą,Myje w jasnem źródełku, co z skały wynikło...Orzeł zerwał się z turni jak tatarska strzała...Z boku tuli się trwożnie jakaś mniszka biała...Grzmiąca pogoń kopytem po wierchach rozbrzmiewa,A za siewcą — łan pszenny w oczach się dojrzewa...

Jak cicho! róg góralski echa gdzieś potrąca;Do snu kładzie się fala u brzegów mdlejąca;Dzwon z Grywałdu roznosi uroczyste dźwięki...Wtem na skręcie padł wystrzał, a słowa piosenkiRozigrane, jak kozy skaczące ze skały,Z łodzią w zieleń przybraną mimo nas leciały...„Sława!” rusin przewoźnik gromko się okrzyknął;Plusk i szum się podwoił, potem mdlał aż zniknął;Tylko gniewny Dunajec srebrną brózdę gładziI długie rozhowory z echem gór prowadzi.