Lirnik Platona Kosteckiego

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye. Serya trzecia

...Sam, samiutki, starowina —Bez chatynki, rodu, syna,Lira, kosztur, kawał szmaty...Wskazki za to przebogaty!

Siwe włosy, broda siwa,Jak zbielały kłos do żniwa...Idzie chyłkiem a powoli,Jakby szukał dawnej doli,Co spłynęła gdzieś z wodami,Co rozwiała się z wichrami.

Na ulicy lira brzęczy,Dziad wesoło w nią podzwania,Dzieci za nim rój z pustotąWoła piosnek, dziada męczy,A zmarszczona dłoń oganiaOd głów złotych lirę złotą...

Wszystkim rad był gdzie mu radzi.Ale stara jego nogaJuż najczęściej go prowadziDo naszego, było, proga...Bo się znał gdzieś z dziadem naszym,Z Ukrainy, szlakiem laszym...

Ponad strzechą nasza chatkaMiała gruszę. Grusza — matkaJak zakwitnie — to z niej miodyBiorą całe pszczelne rody...............

Cicho — że i liść nie szachnie,Stoi grusza w kwieciu biała,Z dzbana krupnik miodem pachnie,I na licu starców pała.

A jak zaczną snuć do wątkaOne czasy, one boje,Jak zpod serca gdzieś, z zakątka,Wydobędą młodość swoję, —

— Słowo niże się po słowie,I godzina po godzinie,O Humaniu, Poczajowie,O Dobrudży, Ukraninie,O tym Barze, Carogrodzie,Czarnym szlaku, Krasnym brodzie,O tych puszczach, o tym stepie,Sawie, Marku, a Mazepie,O tych Turkach, o tych Lachach,Bitwach, koniach, cudach, strachach,A — „Waszeci”, a „Mospanie”,To i żal tak, i wesoło,Że nam malcom stojąc wkoło,Dziwu, słuchu, łez nie stanie...

Gdzieś tam brzmi kapela musza,Mruczy potok, szepce grusza,W górze niebo jasne, sine,Patrzy w step, a w Ukrainę...Gwiazdy wschodzą drobne, złote,Na wspominki, na tęsknotę...„Wóz” zatoczył się wpół nieba,„Kurki” już wywiodła kwoczka,Błyska zorza zza obłoczka...Toż i idziem, choć nieradzi.Dawno-bo już spocząć trzebaI gościowi i czeladzi.

Obu starców twarz płonącaZapatrzona do miesiąca...Westchną czegoś — a po chwiliGłowę na pierś przykłonili,I dumają... Ot, tak sobie,O szczęśliwszej jakiejś dobie.