Na Dunajcu
Poezye w nowym układzie. Tom IV, Obrazki
Wąziutkie nasze łodzie, przepięte łańcuchem,Lekko mkną po Dunajcu sennym jakimś ruchem,I tak modrawą falę przecinają gładko,Jakby ptastwa wodnego żeglujące stadko...Z lewej i prawej strony dwie ściany skalisteWyciągają się ku nam w cienie długie, mgliste,A Dunajec drga lekko w migotliwe skręty,Sunąc, jako wąż w trawie piersiami wygięty.Wiosło uderza miękko, niby pieszczotliwie,A człowiek ledwo wierzy, że na ziemi żywie,Bo świat tam, z drugiej strony, do skał gdzieś przyparty,A widok tylko w niebo błękitne otwarty.
Lecz fala w węższy parów głębiej się już wkrawa;Aż na skrytym «niedźwiedziu» nagle dęba stawa,
Ciska pianę, jak rumak wstrzymany wędzidłem,I, jako górski orzeł, skałę bije skrzydłem,I, jak tur, wściekłem czołem dno przepaści bodzie,I z stromych barków gniewnie zrzuca nasze łodzie,I w kółko się okręca, i zżyma i krztusi...Ejże! zwróci się w biegu i niedźwiedzia zdusi! —
Lecz patrz! góry cofnęły swe kamienne czoła...Zaśmiała się nad brzegiem góralka wesoła,I kąpiąc w złotym żwirze bose swoje nóżki,Wbród podaje pachnące groszki i ostróżki...Zebrała je porankiem, w Leśniczej, na Rusi,Nim zwiędną, szumnym Laszkom rozprzedać je musi.A tuż nad nią źródełko żywej wody bije,Więc czerpie śniadą ręką i do gości pije...Ej, Dunajcu! rozmarszcz się, jeśli twoja łaska,I nie mąć odbitego w twej fali obrazka,Niechże ja się napatrzę tej bosej góralce!
Niedźwiedź już tylko zdala mruczy coś po walce...Plusnęły wązkie wiosła w lewą, w prawą stronę,Łodzie się przytuliły, jak ptaki spłoszone,A cisza rozmarzona, skrzydlata, pieściwa,Dunajec, nas i góry w swe rąbki okrywa.Fala niby się modli, jak harfa zaklęta:To przed dziczą uchodzi nasza Kinga święta,I stopy swe, znużone podrożą niezwykłą,
Myje w jasnem źródełku, co z skały wynikło...Orzeł zerwał się z turni, jak tatarska strzała...Z boku tuli się trwożnie jakaś mniszka biała...Grzmiąca pogoń kopytem po wierchach rozbrzmiewa,A za siewcą — łan pszenny w oczach się dojrzewa...
Jak cicho! Róg góralski echa gdzieś potrąca.Do snu kładzie się fala u brzegów mdlejąca...Dzwon z Grywałdu roznosi uroczyste dźwięki...Wtem na skręcie padł wystrzał, a słowa piosenkiRozigrane, jak kozy skaczące ze skały,Z łodzią w zieleń przybraną mimo nas leciały...«Sława!» Rusin przewodnik gromko się okrzyknął.Plusk i szum się podwoił, potem mdlał, aż zniknął...Tylko gniewny Dunajec srebrną brózdę gładziI długie rozhowory z echem gór prowadzi.