Nad morzem

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye w nowym układzie. Tom IV, Obrazki

O niezmierzone! o morze!Na twojej srebrnej harfie nie śmiem złożyć dłoni,A pochwycona czarem, jaki pieśń twa roni,W milczeniu ducha się korzę!Z zamglonych wieczności progówIdziesz, jak idą czasy, konieczne, niezmienne;A fale twe, lecące, jak ptaki bezsenne,Widzą skon ludów i bogów.Tragiczne strofy twej pieśniSłyszane były w wieków konających łkaniu,I znów będą słyszane w stuleci zaraniuGdy ziemia noc swoją prześni.Od dzikich gwałtów okrzyku,Do mglistych westchnień lutni pod ręką Bajrona,Ludzkość, tysiącem nędz swych smagana i lżona,Skarży się w twoim języku.Pieśni twej — kto zna poczęcie?I kto będzie dość wieczny, by czekać jej końca?

Na okręgach księżyca i na jądrze słońcaPołożył Pan jej pieczęcie.O jakże gorzkie jej słowo!Gdyby ludy, słuchając, pojęły jej dźwięki,Jak przy skończeniu świata powstałyby jęki,Muzyką Jozafatową!Bo nie przeminął od wiekaAni jeden z tych słabych, co krzywdy doznali,Żeby jego wołanie nie grzmiało w tej fali,Jako ślad nędzy człowieka.Lecz teraz jest to zakrytem,Dla małości dusz naszych, które chcą spocznieniaI usypiają, nędzne, pośród krwi i cienia,Jako pod jasnym błękitem.A gdy się czas ten dokona,I sprawiedliwość weźmie berło swe na ziemi,Pójdzie dreszcz sądów bożych falami morskiemi,I otworzą się wód łona.Wtedy pieśń twoja, o morze,Z przeraźliwą jasnością w słuch ludów uderzy...I zdumieją się ludy, i pójdzie wiew świeżyPo ziemi całej przestworze,Po ciemnych głębiach żywota.I nazwie ziemia pieśń tę — spowiedzią stuleci.I podniosą się narody,Wiekuistym przypływem ducha-wskrzesiciela,I ucichną twe jęki, i pieśni wesela

W błękit podniosą twe wody.Lecz dziś, o morze! twe szumyNieukojone płaczą nad nędzą ludzkości!...I ja płaczę wraz z niemi...............