Angelus
Poezye w nowym układzie. Tom V, Z mojej księgi
W cichej komnacie pada mrok,Zachodu mrok perłowy,Ostatnie blaski sieje dzień,Na czarnych lasów głowy.
Strzelista jasność oknem mżyNa sprzęty i na ścianyI na odkrytą mędrca skroń,Co siedzi, zadumany.
I złotem brzeży jedną z kartOtwartej przed nim księgi...Wiją się po niej, niby szlak,Starych miniatur wstęgi...
Ale myśliciel utkwił wzrokW bezmiernej, pustej dali...Nie widzi nawet, że się dzieńZachodnią łuną pali.
Ciało i duszę rozbił onNa cząstki, na atomy,Przeniknął tajnię ruchów, sił.I cały świat widomy.
I nic nie znalazł na dnie złud,Jak warsztat ów pajęczy,Na którym człek sieć marzeń tkaI barwi w blaski tęczy.
Więc wszystkim wiarom, wszystkim snomZaprzeczył głośno, śmiało,I zerwał z życia przędzę tę,Pod którą serce drżało.
I obojętny patrzy dziśPo wyludnionem niebie,W milczącą, chłodną pustkę gdzieśWskroś świata, czy wskroś siebie...
Wtem stary zegar, stary druh,Zaskrzypi, załopota,I na »Angelus« bije w spiż,Jak sygnaturka złota.
I dwoje skrzydeł w strony dwieOdskoczy z cichym trzaskiem,
I na lazurów ciemnych dnieMiesięcznym zalśni blaskiem.
I od zachodnich, skrawych zórzTopnieje w szczere złotoTryptyku wnętrze, tak jak jeMalował niegdyś Giotto.
Owiana — niby ranną mgłą —Panieńskich rąbków strażą,Służebna Pana klęczy tam,Z przejasną, cichą twarzą.
A srebrny anioł wchodzi w drzwi,Migając szatą białą...— Ave Maria! — słychać szept —Słowo się ciałem stało.
I srebrną lilię wzniósł na znakPoselstwa gdzieś z niebiosów...A światłokręgiem łaska lśniZ przejasnych Panny włosów...
I bije zegar, spiż w nim drga,Różaność płonie słońca,I na »Angelus« zorza gra,Złotymi pyły mżąca...
Tak codzień mędrzec z myśli swychBudzi się owym gwarem;Lecz dziw; nie pragnie rozstać sięZe starym swym zegarem!
I gdy mu ciąży znojny dzieńI pustka w piersi głuchaPodnosi wzrok i patrzy weń,I głosów jakichś słucha...