Pamięci St. Grudzińskiego

Maria Konopnicka (1842–1910)

Poezye w nowym układzie. Tom V, Z mojej księgi

Bracie śpiewaku! Więc ci już tak wcześniePorzucić przyszło i lutnię i pieśnie?Więc ci tak rychło przyszło skrzydła zwinąćI na dnia jasność twarz zgasłą obrócić,I taką cichość w sobie mieć, i rzucićZiemię, i lecieć precz, i we mgłach zginąć...Więc już tak wcześnie?...

Z żórawianego oderwany stadaCoraz to jeden ptak z błękitu spada...Bo ciężka rzecz jest pod wichry się zrywać,I wyłamane pióra nieść do góry,I mieć na czole znak wieku ponury,I duszę pełną łez — a przecież śpiewać,Jak ptak, co spada...

I oto dzisiaj matka UkrainaStepowem echem nie dowoła syna,I nie doliczy między sokołami

Tego, co latał w zmierzch letni i cichyDo Perepiaty i Perepiatychy.I w skrzydła smętny bił nad mogiłami,Gdzie zorza sina...

A ja — cóż powiem? I jakiemi słowyKwiat ci śmiertelny porzucę u głowy,Kiedym jest sama harfą, co ma tonyZmieszane z płaczem, i skarg pełne dźwięki,I nie znam żadnej tak cichej piosenki,Przez którą mógłbyś błogo być uśpionyW ten sen grobowy...

Nie porzuciłeś, bracie, dla mogiły,Domu wesela, ani domu siły,Ale odszedłeś z cichą, białą twarząOd chaty, której węgły są ruszone,I kędy sprzeczne wichry gospodarząI sprzeczne siły...

A gdyśmy w chacie tej siedzieli smutni,Tyś takie struny nawiązał na lutni,Co wieczną wzruszeń moc nad sercem mają...Przez pół westchnienia, a przez pół uśmiechy,Niby to żale, i niby pociechy,Co w szumach brzozy tej płaczącej grają,Tej srebrnej lutni...

A teraz, cóż ci wyniesiem z tej chaty.Gdyś już w odlocie od nas — duch skrzydlaty —I jak cię żegnać będziem, bracie miły?...Ach, dla śpiewaka, co żył między swemi,Nie mamy więcej nic nad garstkę ziemi,Nad wielką ciszę i spokój mogiły,I łzy, i kwiaty...